Do Belgii na parę godzin.

Pierwsza sesja, podobno najcięższa ze wszystkich. Pierwszy raz spotykasz się z profesorami, na egzaminach, od których zależy czy idziesz ze swoją edukacją dalej, bez problemów, czy też idziesz dalej, ale płacąc przy tym drogie warunki, albo co gorsza, czy nie zatrzymujesz swojej edukacji w ten zimny, zimowy dzień.
Po tym okresie wskazane jest odreagowanie na wszelkie możliwe sposoby i właśnie o tym, dzisiejszy artykuł.

Pieprzona sesja. Nauki tyle, że zastanawiasz się, kto wymyślił taką głupotę, jaką jest doba, doba która trwa skandaliczne 24 godziny. Poziom irytacji wzrasta, gdy zaczynasz obliczanie ile będzie trzeba wydać na warunki. No cóż czas pozostawić stronę, by żyła własnym życiem, wydrukować materiały, skombinować skądś podręczniki i notatki, dowiedzieć się jak wygląda dany profesor i zakuwać.
Już przed sesją, moja chęć na wypad gdzieś, przerastał wszelkie znane normy, tak więc postanowiłem, że muszę bezwzględnie się gdzieś przelecieć, zaraz po zakończeniu sesji. Nawet na zasadzie, że lecę gdzieś, jestem parę godzin i wracam tego samego dnia. No bo czemu nie?
Z pomocą przyszedł Ryanair, który tuż przed rozpoczęciem sesji, wyrzucił fajną promocję, na bardzo wiele kierunków. Jednym z nich było Charleroi, czyli drugie lotnisko (głównie dla tanich linii lotniczych) koło Brukseli. Cena 78PLN w obie strony, była dla mnie ceną dopuszczalną i już miałem rezerwować, gdy się połapałem, że samotne wypicie piwa i zjedzenie frytek byłoby nudne… Na moje szczęście parę minut później z nieba spadła mi pomoc, innymi słowy osoba towarzysząca.

Czas ruszać, pospać na Okęciu i lecieć z Modlina.

W zasadzie na początku tego artykułu zapomniałem zaznaczyć jednej istotnej rzeczy. Tak atrakcyjna cena, była dostępna tylko z lotniska w Modlinie… No cóż, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Na szczęście PolskiBus, jak zwykle nie zawiódł i w obie strony udało się zakupić bilety za 3PLN.
Był jeszcze jeden mały problem, otóż PolskiBus przyjeżdża do Warszawy koło północy, a my musieliśmy się zwinąć pociągiem, który odjeżdża koło 6:15 z Okęcia. Krótkie główkowanie i wyszło na to, że skoro jesteśmy studentami, a Okęcie to jedno z najlepszych lotnisk do spania, to czas żeby wykorzystać okazję i się na nim przespać.

Taka sytuacja w środku nocy w Warszawie.
Taka sytuacja w środku nocy w Warszawie.

Po dojeździe do Warszawy i chwilowym oczekiwaniu na autobus nocny, dojechaliśmy na Okęcie około 1:30.  Jak się okazało, na pomysł spania na lotnisku, wpadliśmy nie tylko my i tym sposobem, cała Hala Odlotów była już zajęta. Na nasze szczęście Hala Przylotów, była praktycznie cała wolna. W tym miejscu warto zaznaczyć coś, co jest bardzo fajne, jeśli chodzi o spanie, otóż ławki (zarówno w Hali Odlotów jak i Przylotów), mają podłokietniki, tylko na początku i na końcu ławki (ławka składa się z 4 krzeseł), w związku z tym, można się śmiało i bez problemów położyć na niej. Druga sprawa, to bardzo ogarnięta obsługa lotniska, a konkretnie, gdy weszliśmy do Hali Przylotów, grała tam cicho muzyka. Gdy tylko zobaczyli, ze się kładę na ławce, od razu została wyłączona. Okęcie BRAWO WY.
Po krótkiej drzemce, oraz zaliczeniu tarasu widokowego (darmowego, Okęcie BRAWO WY), poszliśmy na stację kolei, którą przejechaliśmy z Okęcia do Modlina.
O Chryste Panie, jakie to lotnisko jest małe i ciasne.
4 godziny od wejścia na lotnisko w Modlinie, wyszliśmy z lotniska w Charleroi i weszliśmy do rozklekotanego autobusu, który zwiózł nas do samego centrum tego miasteczka. Od teraz mieliśmy jakieś 5h do autobusu powrotnego.

Witamy w najbrzydszym mieście Europy.

Zaraz… Że co? Ruszyłeś się do najbrzydszego miasta Europy, będąc zaledwie 1h drogi od Brukseli, chłopie czy Ty jesteś normalny? No niestety nie jestem, chyba… Ale tak zupełnie na serio. Do Brukseli, owszem nie jest daleko, ale transfer kosztuje jakieś 50 euro w obie strony, poza tym, mieliśmy cholernie mało czasu, więc postanowiliśmy zobaczyć Belgię z nieco innej strony.
Generalnie wszędzie nas straszono w internetach, że  ludzie w tym mieście okradają turystów, że nie ma co jeść, pić i generalnie nie ma czego zwiedzać.. Guzik prawda, a przynajmniej ja tego nie doświadczyłem, no może i faktycznie do zwiedzania jest tam niewiele, ale jednak coś tam jest. Zresztą naszym głównym celem, było, po pierwsze przelecieć się samolotem (w moim przypadku to był głód związany, z tym, że poprzednio w samolocie siedziałem we wrześniu, a był marzec. W przypadku znajomej, był to pierwszy lot w życiu), po drugie pojechać w cholerę, nie ważne, byle gdzieś się ruszyć, a po trzecie napić się prawdziwego belgijskiego piwa, zjeść prawdziwe belgijskie frytki, zjeść prawdziwą belgijską czekoladę. Wszystkie trzy cele zostały zrealizowane.

No dobra koniec tłumaczeń, studenci zrozumieją. Czas ruszyć na miasto.
Autobus, dojeżdża tuż pod dworzec kolejowy, zresztą jest tam dosyć duży węzeł komunikacyjny. Przy czym centrum miasteczka, jest na tyle małe, że korzystanie z komunikacji miejskiej jest zbędnym wydatkiem.
Naszym pierwszym celem, był deptak wzdłuż rzeki Sambra, która zresztą jest dosyć intensywnie wykorzystywana w żegludze śródlądowej. Sam deptak, wygląda na całkiem niedawno wyremontowany, zresztą ma w sobie pewien urok. Po krótkim przejściu deptaku i podziwianiu umiejętności kapitanów barek, które przeciskały się między sobą, przy dość małym zapasie miejsca, ruszyliśmy w kierunku Kościoła Św. Krzysztofa.

Mała rzeka Sambra jest dosyć mocno wykorzystywana w żegludze śródlądowej.
Mała rzeka Sambra jest dosyć mocno wykorzystywana w żegludze śródlądowej.
Pomnik wzdłuż rzeki Sambra.
Pomnik wzdłuż rzeki Sambra.

W tym miejscu niestety pojawił się pewien zgrzyt, otóż plan był taki, że idziemy głównym deptakiem, który idzie od Dworca, aż do samego kościoła. Niestety jak się okazało, jest to niewykonalne, ponieważ centrum miasta to niemal plac budowy. Najwidoczniej ktoś się zabrał za wizualną stronę tego miasta, bo wiele budynków jest tam odnawianych, zmieniany jest układ drogowy. Niestety jak na razie to powoduje małą wadę, a mianowicie, czujesz się jak w labiryncie, a mieszkańcy, raczej sa mało pomocni.

Główny deptak w centrum Charleroi.
Główny deptak w centrum Charleroi.

Czas na małą czekoladę i ruszenie dalej.

Gdy już wyszliśmy z labiryntu i trafiliśmy na główny deptak, moją uwagę przykuł pewien sklep, a mianowicie sklep z czekoladą, podobno wyrabianą zgodnie z tradycją, przez co ma niesamowity smak. Postanowiliśmy wejść do środka, zakupić parę tabliczek i pralinki. Po otwarciu tych pralinek i spróbowaniu pierwszej lepszej… miałem ochotę się rozpłynąć, jak ona w moich ustach. Nie ma słów, które opisałby smak tego cudownego wytworu cukierniczego. Po prostu musicie tam pojechać by to spróbować.
Po zjedzeniu paru pralinek i tabliczki czekolady, zyskaliśmy nieco siły i spokojnym krokiem udaliśmy się do wspomnianego wcześniej kościoła św. Krzysztofa. Po drodze sobie uświadomiłem, że może i Charleroi nie jest zbyt urokliwym miastem, ale na jesień, główny deptak może być naprawdę śliczny.

Boczna uliczka w centrum Charleroi. No i niech mi ktoś powie, czy na tej uliczce na jesień byłoby brzydko?
Boczna uliczka w centrum Charleroi. No i niech mi ktoś powie, czy na tej uliczce na jesień byłoby brzydko?

Po dojściu do kościoła Św. Krzysztofa przeżyłem małe zaskoczenie, bo jeszcze nigdy w życiu nie spotkałem się z tym, by kościół był tak mocno wciśnięty między kamienice, jak to ma miejsce w przypadku kościoła mojego imiennika.
Kościół św. Krzysztofa został zbudowany w 1667r i był wielokrotnie przebudowywany. O ile z zewnątrz nie robi wielkiego wrażenia, o tyle w środku jest całkiem ładny, ma zdecydowanie pewien urok, z którym jeszcze się nie spotkałem nigdzie.

Kościół św. Krzysztofa z zewnątrz.
Kościół św. Krzysztofa z zewnątrz.
Kościół św. Krzysztofa wewnątrz.
Kościół św. Krzysztofa wewnątrz.

Frytki i piwko, czyli specjalność zakładu

Zaraz po wyjściu z kościoła, przeszliśmy się malutkimi, wąskimi uliczkami, w kierunku knajpki, która nazwana jest Pippo, w której to miały być najlepsze frytki w mieście. Po złożeniu zamówienia na dużą porcje, której nie byłem w stanie zjeść, bo była tak duża, bardzo szybko stwierdziłem, że nasze, krakowskie ,,Frytki Belgijskie” ze św. Wawrzyńca, bardzo rozpieszczają nas, bo tego nie da się inaczej nazwać. Serio w Krakowie zjesz lepsze Frytki Belgijskie niż w Belgii. Trochę żal było tych paru Euro, no ale skoro już się było w Belgi, to trzeba zjeść tamtejsze specjały, nawet jeśli są niesmaczne.
Po wyjściu z tej knajpki, zaczęliśmy się toczyć (niestety inaczej tego się nie da określić, biorąc pod uwagę ilość zjedzonych frytek) do drugiej knajpki, po drugiej stronie ulicy. Niewielka knajpka, a raczej pub ,,La Cuve a Biere”, był polecany przez użytkowników ,,wujka Google” i ,,Tripadvisor”, ze względu na przepyszne, tradycyjne piwo.
Po ciężkiej próbie dogadania się z barmanem, dostaliśmy to co chcieliśmy, a do tego jeszcze małe, kwadratowe kawałki sera z solą i pieprzem. Nigdy nie spotkałem się z taką przegryzką do piwa, ale powiem szczerze, że smak tego sera idealnie komponował się z okrutnie smacznym, tradycyjnym, Belgijskim piwem, które mieliśmy okazję tam wypić. Tak więc, jeśli chcesz się wybrać napić się piwa to gorąco polecam tą knajpkę.

W czarnym kółeczku zaznaczyłem Kościół Św. Krzysztofa, w czerwonym knajpkę z frytkami, w niebieskim, pub z wyśmienitym piwkiem.
W czarnym kółeczku zaznaczyłem Kościół Św. Krzysztofa, w czerwonym knajpkę z frytkami, w niebieskim, pub z wyśmienitym piwkiem.

Po już zupełnym nasyceniu swoich żołądków, ruszyliśmy na spacer do jednego z nielicznych parków w centrum Charleroi. Po parunastu minutach pojawiliśmy się Queen Astrid Park, gdzie postanowiliśmy chwilę odpocząć, wypijając Belgijskiego energetyka.

Lucky Luke’a w środku miasta.

Charleroi słynie nie tylko z tego, że jest wybitnie brzydkie (chociaż sam nie podzielam tego zdania), ale również z pewnej pozytywnej strony, a mianowicie z różnych ozdób, odnoszących się do komiksów, w tym między innymi do Lucky Luke. W parku Queen Astrid, można spotkać jego pomnik, a przy wejście na stację ,,metra” witają nas mozaiki nawiązujące do tego słynnego komiksu. Uciekło Ci ,,metro” (bardziej tramwaj)? Żaden problem, możesz usiąść na stacji i poczytać wycinki komiksów. Bardzo mi się podoba taka inicjatywa i nie pogardziłbym, jakby u nas na przystanku Dworzec Główny Tunel i Politechnika, również coś podobnego powstało.

Pomnik Lucky Luke'a.
Pomnik Lucky Luke’a.
Bardzo dosadne udowodnienie co się stanie jeśli nie będziesz miał biletu podczas kontroli biletów.
Bardzo dosadne udowodnienie co się stanie jeśli nie będziesz miał biletu podczas kontroli biletów.
Uciekł CI tramwaj? Żaden problem, poczytaj komiks.
Uciekł CI tramwaj? Żaden problem, poczytaj komiks.

Czas wracać

Po zobaczeniu stacji metra i próbie zrozumienia czegokolwiek z fragmentów komiksów, ruszyliśmy ponownie na deptak wzdłuż rzeki Sambra, powoli kierując się na Dworzec z którego odjeżdżają autobusy na lotnisko.
Belgia pożegnała nas przecudownym obrazkiem, jaki stworzyły chmury wraz z zachodzącym słońcem. Po 2 godzinach lotu (w większości przespanymi), wylądowaliśmy na lotnisku w Modlinie, na którym jak zwykle było dosyć ciasno. Zakupiliśmy zintegrowany bilet i ruszyliśmy najpierw autobusem, a następnie pociągiem do centrum Warszawy, gdzie zrobiliśmy sobie chwilkę przerwy, po której wsiedliśmy w metro, a następnie do PolskiegoBusa.
Tym samym kolejny wypad dobiegł końca. Charleroi ani nie polecam, ani nie odradzam zobaczyć, ale jeśli już ktoś się tam wybiera, to lepiej by się wybrał na jesień, bo jestem przekonany, że to miasteczko wygląda o niebo lepiej podczas złotej jesieni, niż na wiosnę.
Chociaż przy tym co się obecnie dzieje w Europie, raczej radzę uważać w takich miasteczkach, bo o ile raczej tam nie ma co się obawiać o zamachy, to zdecydowanie łatwiej można stać się ofiarą kradzieży. Odnośnie zamachu… nie będę ukrywał, że jak równy tydzień po wyjeździe usłyszałem o zamachu w Brukseli, to nieco przeszły mnie ciarki…

W ten piękny sposób pożegnała nas Belgia.
W ten piękny sposób pożegnała nas Belgia.

Świat widziany oczami Krzysztofa Staszkiewicza

%d blogerów lubi to: