Budapeszt Trip

Dla niektórych wakacje to czas wyjazdów i odpoczynku, dla innych czas pracy, jednak dla większości z nas najdłuższe wakacje życia, to okres w którym znajdujemy czas na to by odpocząć po ciężkim roku przygotowań do matury, dorabiania sobie w pracy (niejednokrotnie pierwszej w życiu) oraz wyjazdów. W końcu po paru miesiącach skusiłem się, aby opisać kolejny wakacyjny trip… tym razem Budapeszt.

To był kwietniowy wieczór, buszuję w internecie, by wyszukać jakieś, w miarę przyzwoicie cenowo wycieczki. W końcu dzięki pewnemu forum dowiedziałem się o przewoźniku jakim jest OrangeWays. Wchodzę na ich stronę, wpisuję interesujące mnie połączenie, czyli Kraków-Budapeszt, zaznaczam interesujący mnie termin i wyskakuje jakże piękna cena 20 Euro w obie strony. Już po chwili ja i kumpel mamy zarezerwowane bilety, chwilę później również hostel… I wszystko by było pięknie, gdyby nie zmiana rozkładu jazdy, która nas zmusiła do rezerwacji kolejnego noclegu… No cóż 60zł, to jeszcze nie majątek.

Jedziem tam!!!

Słoneczne, letnie popołudnie, jest 28 lipiec, około godziny 14:00 umówiłem się z Mateuszem, ze widzimy się na MDA. Gdy się spotkaliśmy już wiedziałem, że ten wyjazd nie będzie dla niego zbyt przyjemny… że też choroby się pojawiają w takich momentach. Siedliśmy sobie spokojnie na dworcu i czekamy, jest 14:30, godzina odjazdu, czekamy, 15:00 czekamy, 15:30 czeka… a zaraz zaraz, jedzie!!! Właśnie na dworzec wjechał trup na węgierskich blachach… cóż zdecydowanie nie takiego widoku oczekiwaliśmy, a przynajmniej po tym co widziałem na ich stronie internetowej. No cóż… jakoś to przeżyjemy… MOŻE!!! Wyjechaliśmy z MDA z ok 2h spóźnienia z frekwencją wynoszącą blisko 100% i w tym momencie coś mnie zaniepokoiło, otóż kierowca zamiast pojechać na Bus pasy na Alejach, pojechał… w kierunku Ronda Mogilskiego i to w samym środku popołudniowego szczytu i tak oto straciliśmy kolejną godzinę na wyjazd z Krakowa, najpierw stojąc do Ronda Grzegórzeckiego, a później stojąc na Powstańców Wielkopolskich, a i tak tyle dobrze, że Zakopianka była stosunkowo luźna. Niestety zaraz po zjeździe z Zakopianki kierowca postanowił spróbować nadrobić spóźnienie, za wszelką cenę próbując przy tym wyprzedzać wszystkie samochody i ciężarówki przed nami i spychając na pobocza samochody z naprzeciwka. Po zmianie kierowcy, ten sam kierowca postanowił zapalić papierosa w autokarze… bez otwieranych okien.

Budapeszt Wita!

Z ok 2h spóźnienia dojechaliśmy do dworca OrangeWays w Budapeszcie, na szczęście cali i żywi, lecz mieliśmy inny problem natury… zamkniętej toalety w autokarze, a przerwa na stacji paliw była dobre 5h wcześniej. W tej sytuacji postanowiliśmy, że tryb dojazdu do Hostelu będzie trybem EKSPRESOWYM, jak również w miarę możliwości taki sam tryb zameldowania, byle jak najszybciej. Po dość sprawnym zameldowaniu poszliśmy do pokoju i… dowiedzieliśmy się, że nie mamy jednej części okna, jednak biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy tylko jedną noc w tym hostelu, co więcej jest ciepło, nawet bardzo, więc postanowiliśmy nie robić z tego żadnej akcji. Szybko zjedliśmy kolacje, umyliśmy się i poszliśmy spać, bo następnego dnia… a w zasadzie już tego samego czeka nas wczesna pobudka, bo zwiedzanie planujemy zacząć ok 7 rano.

Zwiedzamy!

Równiutko o godzinie 7 rano… obudziliśmy się.. cóż coś z mojego ambitnego planu nie wyszło, no ale w takim razie najwyżej stracimy trochę przejażdżek metrem itd., ale przynajmniej następnego dnia wyrobimy się z dojazdem na dworzec, na bilecie dobowym. Nasze zwiedzanie zaczęliśmy od przejazdu pod budynek Opery, który szczerze mówiąc nie wywarł na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia, a przynajmniej, gdy porównywałem go do Opery w Wiedniu. Następnie spacerem poszliśmy do Miniversum. Jest to… hmmm nawet ciężko to określić, jest to kilka makiet kolejowych, które zawierają niesamowitą liczbę szczegółów, w tym wiele dość wesołych. Głównym celem tych makiet jest pokazanie różnych części Europy w miniaturce. Co prawda o ile sterowanie tym wszystkim zajmuje się ,,dyspozytor” z ,,dyspozytorni”, który poprzez system kamer ma oko na cały ruch, o tyle dzieci… no dobra nie tylko dzieci mogą się tutaj dobrze pobawić, gdyż wiele elementów jest interaktywnych, i tak można np. uruchomić śmigła i światła helikoptera, pobawić się miniaturowym wyciągiem narciarskim i wiele, wiele, wiele innych. W Miniversum, prócz dużych makiet znajduje się kilka malutkich modułów przedstawiających przeróżne sytuacje, a szczegółowość tychże modułów jest niesamowita.
Po dwóch godzinach w Miniversum i przyjemnej, króciutkiej pogawędce z Panią z obsługi, postanowiliśmy obrać kierunek na Bazylikę św. Stefana… po to by po kilku krokach zawrócić i obrać ten właściwy kierunek na Bazylikę św. Stefana.

Scenka prezentująca jedną z sytuacji, która niegdyś nie była niczym niezwykłym... W tym momencie podejrzewam, że jakby kierowca autobusu, tudzież trolejbusu poprosił o popchanie... to ludzie niezbyt chętnie by do tego podeszli. W roli głównej, kultowy Ikarus 260T.
Scenka prezentująca jedną z sytuacji, która niegdyś nie była niczym niezwykłym… W tym momencie podejrzewam, że jakby kierowca autobusu, tudzież trolejbusu poprosił o popchanie… to ludzie niezbyt chętnie by do tego podeszli. W roli głównej, kultowy Ikarus 260T.
Górna stacja wyciągu linowego... a konkretnie model wyciągu linowego w Miniversum.
Górna stacja wyciągu linowego… a konkretnie model wyciągu linowego w Miniversum.
Miniversum
Miniversum
Jeden z kilku pojedynczych modułów prezentujących pewną scenkę - w tym przypadku pożar.
Jeden z kilku pojedynczych modułów prezentujących pewną scenkę – w tym przypadku pożar.
Miniversum w Budapeszcie, czyli obowiązkowa pozycja dla każdego miłośnika miniaturowego świata. Wystawa składa się z ogromnej makiety, na której zachowane jest bardzo wiele detali. Jest też kilka mniejszych makiet, na których pociągi się nie poruszają. Dla dzieci przewidziano również pewną atrakcję. Otóż makieta jest ,,interaktywna
Jeden z licznych dworców w Miniversum.

Ooo… kurde, trochę to wielkie

Idziemy, idziemy, idziemy i idziemy i w dalszym ciągu idziemy wzdłuż ruchliwej ulicy i zastanawiamy się, czy oby na pewno to właściwy kierunek, przecież bazylika jest duża, już powinniśmy ją widzieć, dochodzimy do skrzyżowania i nagle przed nami wyrasta… kolos, bo inaczej chyba nie potrafię określić wielkości tej bazyliki.. toż to olbrzym, ,,będzie go ciężko sfotografować” – pomyślałem i… po 5min okazało się, że niewiele się pomyliłem. Musieliśmy dość sporo odejść od bazyliki by sfotografować ją od strony głównego wejścia, choć i to wyszło dość przeciętnie. Następnie weszliśmy do neorenesansowej bazyliki. Bazylika była budowana przez 54 lata, od 1851r do 1905r i jest poświęcona pierwszemu królowi węgierskiemu Stefanowi I. Bazylika mając wysokość 96m (z kopułą), jest trzecim najwyższym budynkiem na Węgrzech. Do Bazyliki może wejść jednocześnie 8500 osób.
Ogólnie Bazylika wywarła na mnie dość pozytywnie, ale raczej swoją monumentalnością niż czymkolwiek innym, jednakże uważam, że każdy, kto się wybierze do Budapesztu powinien ją zobaczyć, tym bardziej, że wejście jest darmowe.

Potężna Bazylika św. Stefana w Budapeszcie.
Potężna Bazylika św. Stefana w Budapeszcie.
Wnętrze Bazyliki św. Stefana
Wnętrze Bazyliki św. Stefana
Sklepienie Bazyliki św. Stefana w Budapeszcie.
Sklepienie Bazyliki św. Stefana w Budapeszcie.

Gdzie jest to cholerne muzeum?

Po zwiedzeniu Bazyliki, postanowiliśmy przejechać się zabytkową linią metra nr 1. Warto zaznaczyć, że kursują na nie najstarsze, ale przy tym bardzo zadbane wagony, również stacje metra są utrzymane w takim starszym klimacie… No ma ta linia swój urok.
Pomimo mojej niechęci, oboje stwierdziliśmy jednogłośnie, że trzeba zwiedzać dalej. Naszym kolejnym przystankiem było muzeum Metra, które niby miało być jakieś stacji… albo przy któreś stacji… No więc szukamy… Po mniej więcej 30min szukania wokół stacji znaleźliśmy muzeum, do którego jak się okazuje, wchodzi się przez… Punkt Informacji tamtejszej Komunikacji Miejskiej. Po wejściu musieliśmy kupić bilet, co się nie zgadzało z informacjami, jakie posiadaliśmy z internetu, no ale cóż 700HUF to nie majątek. Muzeum okazało się dość skromne, raczej nie tego się spodziewałem. W muzeum są trzy wagony z różnych epok, stary mundur, parę modeli, a najwięcej miejsca zajmuje… sklep z gadżetami… Trochę szkoda.

W Muzeum Metra
W Muzeum Metra

Parlament, tramwaj, kolejka i Góra Zamkowa

Po zwiedzeniu Muzeum Metra podjechaliśmy pod jeden z największych gmachów Parlamentów Narodowych na świecie. Budynek Parlamentu w Budapeszcie był budowany w latach 1885-1904, jednakże warto zwrócić uwagę, że pierwsze posiedzenie odbyło się już rok po rozpoczęciu budowy, a było one z okazji 1000 lecia państwa węgierskiego. Budynek ma długość 268m, szerokość do 123m, a wysokość najwyżej kopuły 96m. Ze względu na brak czasu stwierdziliśmy, że nie zobaczymy budynku od środka, natomiast z zewnątrz robi piorunujące wrażenie.

Gmach Parlamentu
Gmach Parlamentu

Zaraz później szybko tramwajem przemieściliśmy się do słynnego Mostu Łańcuchowego i… stanęliśmy w kolejce do kolejki na Górę Zamkową… i wtedy chmury nie wytrzymały i zaczęło lać, na szczęście nim pojawiliśmy się na górze, to przestało padać.
Na górze przeszliśmy obok pałacu rodu Sandor, podeszliśmy do Studni św. Macieja, po czym spokojnym krokiem przeszliśmy do Katedry Św. Macieja i Baszty Rybackiej. Z tego drugiego widząc tłum ludzi zrezygnowaliśmy, z tego pierwszego, pomimo że wnętrze jest rzekomo bardzo piękne… również zrezygnowaliśmy i prawdę mówiąc nie mam ochoty nawet pisać o tej katedrze, gdyż nie traktuje tego budynku jako świątyni… bo 1700HUF za wejście do świątyni to jest istne przegięcie. Tym sposobem bardzo szybkim tempem zjechaliśmy autobusem z Góry Zamkowej.

Most Łańcuchowy w Budapeszcie. Na drugim planie widać Zamek Królewski.
Most Łańcuchowy w Budapeszcie. Na drugim planie widać Zamek Królewski.
Zamek Królewski w Budapeszcie. Na drugim planie widać pomnik księcia Eugeniusza Sabaudzkiego.
Zamek Królewski w Budapeszcie. Na drugim planie widać pomnik księcia Eugeniusza Sabaudzkiego.
Widok z Góry Zamkowej.
Widok z Góry Zamkowej.
Katedra św. Macieja w Budapeszcie. Niestety w środku nie byłem, gdyż uważam, że cena ok 15zł za wejście do katedry to jest złodziejstwo w biały dzień.
Katedra św. Macieja w Budapeszcie.
Pomnik Trójcy Świętej w Budapeszcie... I motyw z Ikarusem, który jeździ do Starego Miasta z centrum Budapesztu. Jest to alternatywa jeśli ktoś nie chce wydawać pieniędzy na kolejkę zębatą lub nie chce wychodzić na nogach... I jest to stosunkowo dobra alternatywa, gdyż autobusy jeżdżą średnio co 2-4min.
Pomnik Trójcy Świętej w Budapeszcie… I motyw z Ikarusem, który jeździ do Starego Miasta z centrum Budapesztu. Jest to alternatywa jeśli ktoś nie chce wydawać pieniędzy na kolejkę zębatą lub nie chce wychodzić na nogach… I jest to stosunkowo dobra alternatywa, gdyż autobusy jeżdżą średnio co 2-4min.

Czas chwilę odpocząć i pojeździć.

Korzystając z faktu, że tuż przy przystanku przesiadkowym autobus-tramwaj był sklep, postanowiliśmy uzupełnić swoje zapasy, zarówno pod względem jedzenia, jak i napojów… również tych procentowych. Po zakupach, wsiedliśmy do najdłuższego tramwaju świata (w Budapeszcie ten tramwaj obsługuje linię 4 i 6). Tramwaje są dziełem Simensa. Simens Combino Supra ma aż 54m i składa się z 6 członów. Po dojeździe do drugiego Hostelu, zabraliśmy wcześniej zostawione bagaże i poszliśmy do pokoju… i tutaj szok, malutki pokoik, ale bardzo klimatyczny, zachowany w stylu Retro. Zresztą każdy pokój ma tutaj swój osobny styl. Hostel bardzo przyjemny, bardzo fajna atmosfera, czysto i obsługa też bardzo przyjazna. Skoro już dostaliśmy pokój, nadeszła ta jakże poważna, jakże niesamowita chwila… można coś zjeść, odkazić się napojami, odpocząć i… iść pojeździć metrem i tramwajami. No i tak minął wieczór, najpierw metro, później metro, później tramwaj, później tramwaj, później trolejbus, a później kolacja i metro. A odnośnie trolejbusowa. W Budapeszcie jest linia trolejbusowa, której nie mogliśmy odpuścić. Linia 83 częściowo obsługiwana jest przez jakże kultowe Ikarusy 280T, tego nie można było sobie odpuścić. Przejechaliśmy całe kółeczko (w sumie coś ponad 1h), po czym poszliśmy na kolacje… w końcu jakiś konkretny posiłek.

Kultowy autobus... a raczej trolejbus, czyli Ikarus 280T na linii 83
Kultowy autobus… a raczej trolejbus, czyli Ikarus 280T na linii 83
Ganz CSMG2 na najbardziej malowniczej linii tramwajowej w Europie.
Ganz CSMG2 na najbardziej malowniczej linii tramwajowej w Europie.

Matko przenajświętsza, ale to dobre, ale jestem obżarty

Skoro w końcu konkretny posiłek to stwierdziłem, że MUSZĘ zjeść coś z kuchni węgierskiej, no nie ma innej opcji. I tak też się stało, ale nim to się stało, to stałem z twarzą wlepioną w menu restauracji przez dobre 6min i zastanawiałem się na jakiej zasadzie może być leczo z piersią z kurczaka. Nagle jak grom z jasnego nieba koło mnie pojawiła się hostessa… ładna hostessa, po dłuższej rozmowie stwierdziłem, że dam nieco więcej kasy… w sumie odpowiednik 40zł, i kupię zestaw dla turysty. W ramach tego dostałem zupę gulaszową, wspomniane wcześniej leczo z piersią z kurczaka i zapiekanymi ziemniakami oraz naleśnik z jadalnymi kasztanami, oblany czekoladom. Matko Święta jakie to było pyszne, a zwłaszcza leczo. Polecam knajpę Hungarian Letcho.
Po kolacji ciężkim tempem zacząłem się niemal toczyć do hostelu, w którym jak się walnąłem w poduchę tak mnie zaraz nie było.

Hostel Cassa Della Musica
Hostel Cassa Della Musica

No i znów powrót

Następnego pięknego poranka, przy temperaturze 12st i mocnym deszczu czekaliśmy na OrangeWays… Przy okazji modląc się, by nasz autokar nie miał problemu z zamknięciem bagażnika i kierowca nie musiał używać taśmy klejącej do zaklejenia go (jak w autokarze ruszającym tuż przed nami)… Na szczęście tego problemu nie było. Nie było problemu też się rozłożyć, bo w autokarze było zaledwie 10 osób, co spokojnie pozwalało na to, by każdy leżał na dwóch siedzeniach. Tak więc pół drogi spałem. W końcu z ok 2h spóźnieniem dojechaliśmy do Krakowa…. Nigdy więcej tego przewoźnika

Koniec końców

… Budapeszt to całkiem ładne miasto, może nie tak piękne jak Wiedeń, ale i tak ma swój urok. Oczywiście ze względu na ograniczenia czasowe i inne problemy sporo z naszego planu nie wypaliło, bardzo sporo zostało do zobaczenia w tym mieście. Niemal na pewno w Budapeszcie będę jeszcze minimum dwa razy, chociażby przy pewnym wypadzie, ale na razie nie ujawniam pomysłu na stronce.
Jeżeli chodzi o OrangeWays, nigdy w życiu z tego czegoś już nie skorzystam, a wszystkim którzy narzekają na PolskiegoBusa, proponuję się przejechać tym węgierskim przewoźnikiem.

Zrób to sam

Sposobów na dostanie się do Budapesztu jest cała masa, ja jednak polecam jechać LuxExpress, który jeździ dwa razy dziennie na trasie Warszawa-Kraków-Budapeszt. Ceny są zróżnicowane, ale jak dobrze pamiętam cena maksymalna to 90zł (ale pewności nie mam). ABSOLUTNIE NIE NALEŻY KORZYSTAĆ Z USŁUG PRZEWOŹNIKA ORANGEWAYS!!!
Na noc proponuję zatrzymać się w Cassa Della Musica.  My zapłaciliśmy za pokój dwuosobowy 60zł od osoby, za noc. Taniej można przespać się w salach zbiorowych.
Zwiedzanie to już jest działka każdego indywidualnie, warto tylko przeliczyć, czy przypadkiem nie opłaca kupić się Budapest Card.

Świat widziany oczami Krzysztofa Staszkiewicza

%d blogerów lubi to: