Rezerwaty dla słoni w Tajlandii

Rezerwat dla słoni. Brzmi pięknie czyż nie? W wielu przypadkach osoby jadące do Tajlandii chcą jednocześnie zaliczyć taką atrakcje, bowiem Tajlandia, a zwłaszcza północna część kraju słynie z tego typu rezerwatów, tylko jak wybrać odpowiedni i prawdziwy rezerwat?

Niestety w Tajlandii możemy znaleźć zarówno prawdziwe rezerwaty jak i ,,rezerwaty”. Turyści często nie potrafią rozróżnić jednego od drugiego, dlatego pokusiłem się na napisanie tego artykułu, artykułu, który ma na celu przybliżenie, jak powinien wyglądać rezerwat dla słoni.
Nim jeszcze przejdę do właściwej części, chciałbym zwrócić uwagę na jedną kwestię. W żadnym stopniu nie jestem jakimś zaświrowanym ekologiem, bo zapewne niektórzy mogliby mnie o to osądzić.

Jak szukać odpowiednich rezerwatów dla słoni?

Przed moim wyjazdem do Tajlandii, długo myślałem na temat zobaczenia czegoś wyjątkowego. Stwierdziłem, że będąc na północy Tajlandii, warto zobaczyć rezerwat dla słoni.
Po wpisaniu w wyszukiwarkę odpowiednich fraz, moim oczom ukazał się ogrom różnych ofert związanych z rezerwatami.
Oferty te drastycznie różniły się między sobą. Z jednej strony oferty w których, w opisie było zaznaczone, że poza karmieniem słoni, program przewiduje przejażdżkę na nich oraz pokaz ich umiejętności (np. malowanie obrazów). Z drugiej strony oferty, w których już na dzień dobry było napisane, że program nie obejmuje jazdy na słoniach, pokazów umiejętności, a właściwie cały program może być zmieniony jeżeli słonie nie mają ochoty na daną aktywność.
Zaintrygowało mnie to do tego stopnia, że zainteresowałem się tym tematem i okrutna prawda wyszła na jaw, ale o tym zaraz.
Alternatywnie można również skorzystać z ofert hoteli już na miejscu, ale również w tym przypadku warto zwrócić uwagę na to co  przewiduje program. No a poza tym istnieje ryzyko, że nie będzie już wolnych miejsc na wycieczkę, bowiem w znakomitej większości rezerwaty są oddalone od miast i dojazd wliczony jest w cenę wycieczki.

Dlaczego jazda na słoniach i pokazy ich umiejętności są złe?

Wydawać by się mogło, że tak duże zwierzaki jakimi są słonie, nie powinny mieć problemu z tym, że przewożą kogoś na grzbiecie? Nic bardziej mylnego! Bowiem ich kręgosłup jest bardzo słaby, a już stanowczo za słaby, by przewozić na nim grupę turystów, bez uszczerbku na zdrowiu słonia.
Mało tego w Ayutthaya, słonie wykorzystywane są do przejażdżki po mieście. Słonie chodzą asfaltem co jest dla nich bardzo szkodliwe.
Słonie są zwierzętami bardzo inteligentnymi, mają bardzo rozwinięte zachowania społeczne, o tym każdy wie i nie ulega to żadnym wątpliwością, można też je częściowo wytresować, ale wymaga to bardzo dużo pracy i nie zawsze daje odpowiednie efekty, ale absolutną bzdurą jest to, że słonie potrafią malować, grać w piłkę, stać na tylnej parze nóg.
To znaczy da się co można zobaczyć na licznych filmikach na YouTube, ALE wymaga to zastosowania tzw ,,łamania ducha” słonia, która w dużym skrócie polega na torturowaniu słonia.

Dalej nie działa to na Twoją wyobraźnię? Cóż to teraz nieco bardziej szczegółowo.
Małe słoniątko odbierane jest od matki między trzecim, a szóstym rokiem życia, a następnie zamykane w skrzyni i przywiązywane grubymi linami, następnie łańcuchami, które mają na celu wydłużenie kończyn.  Zaczynają się tortury, słonie są bite, a jego głowa i uszy przebijane hakami. Mało tego słoń nie dostaje jedzenia i picia.
Po paru tygodniach słoń jest uwalniany przez osobę, która wcześniej go nie krzywdziła, przez co traktuje go jako swojego ,,bohatera” i staje się mu posłuszny. To właśnie ta osoba uczy go sztuczek i pilnuje go podczas pokazów dla turystów.
Oficjalnie w Tajlandii obowiązuje zakaz jazdy na słoniach w miastach, nawet tych malutkich. Teoretycznie taki fakt powinno zgłaszać się na lokalną Policję… jeśli się dogadasz.

Jak wygląda program w pseudorezerwacie dla słoni?

Podobnie jak w przypadku zwykłego rezerwatu, program może różnić się w zależności od pakietu.
1. Odbiór z hotelu i przejazd do rezerwatu
2. Karmienie słoni
3. Wycieczka na grzbiecie słonia
4. Pokaz umiejętności
5. ,,Mecz” w piłkę nożną graną przez słonie.
6. Powrót do hotelu

Jaki rezerwat wybraliśmy podczas wizyty w Tajlandii?

Po zapoznaniu się z różnymi ofertami, uznaliśmy, że najlepiej będzie jeżeli wybierzemy się do Karen Elephant Experiance. Jest to rezerwat działający w ramach organizacji ,,Elephant Nature Park” działającej w okolicy Chiang Mai, a w ostatnim czasie również posiadająca jeden mały rezerwat w Kambodży.
Organizacja oprócz swojego głównego rezerwatu posiada kilka mniejszych, kameralnych rezerwatów, w których odbywa się tylko kilka małych wycieczek dziennie.
Wycieczki są zróżnicowane, najkrótsze półdniowe kosztują około 35PLN, najdłuższe, tygodniowe kosztują około 2000PLN.
My skusiliśmy się na malutki rezerwat,  w którym organizowane są dwie, dziesięcioosobowe wycieczki dziennie. W rezerwacie są cztery słonie, które zostały pozyskane z niewoli.

Jak wygląda program w prawdziwym rezerwacie dla słoni?

Program może różnić się w zależności od wykupionego pakietu, jak i samego rezerwatu. W naszym przypadku wyglądało to tak:
1. Wczesnym rankiem odbiór z hotelu.
2. Przejazd do rezerwatu dla słoni, następnie ubranie odpowiedniej narzutki (nie wiem jaki ma to cel)
3. Karmienie słoni i wspólne zdjęcia
4. Wspólny, krótki trekking ze słoniami
5. Lunch i krótka ,,sjesta”
6. Błotny masaż dla słoni
7. Wspólne taplanie ze słoniami (ma to na celu umycie się z błota)
8. Chwilę czasu na prysznic i odwóz do hotelu.

Jak wcześniej wspomniałem plan może ulec zmianie, w zależności od nastroju słoni i w naszym przypadku słonie nie miały ochoty na zbyt długi trekking, zresztą się nie dziwię, bo było okrutnie gorąco. Za to zupełnie nie miały ochoty wychodzić z błota i rzeki, podobno uwielbiają tam przebywać.
Oczywiście podczas całego pobytu można słonie głaskać, niektóre wręcz się o to proszą, można wspólne zdjęcia sobie zrobić… o ile słoń się na to zgodzi. Jak się zbyt mocno zaprzyjaźnisz z jednym ze słoni, to ten może za Tobą podążać aż do wyjazdu z rezerwatu.
Śmiało mogę powiedzieć, że wizytę  w tym rezerwacie uważam za najlepszą rzecz, jaką robiłem do tej pory na swoich wyjazdach. Co prawda kosztowało to sporo, bo blisko 400PLN, ale warto było.

Świat widziany oczami Krzysztofa Staszkiewicza

%d blogerów lubi to: