Kolej Śmierci w Tajlandii

Część z Was być może kojarzy książkę albo film (który powstał na jej podstawie) ,,Most na Rzece Kwai”. Wydarzenia, które miały miejsce w tych dziełach miały podłoże w tym co działo się podczas II Wojny Światowej w Tajlandii i Birmie w trakcie budowy Kolei Tajsko-Birmańskiej, dzisiaj nazywanej Koleją Śmieci. Dzisiaj zapraszamy na wspólną podróż pociągiem kursującym z Bangkoku do Nam Tok, jest to niewielki odcinek, pozostałość po tragicznych wydarzeniach podczas wojny.

Linia kolejowa, która obecnie znana jest pod nazwą ,,Kolej Śmierci” była trasą, która miała połączyć Tajlandię z Birmą. Pomysł budowy powstał podczas II Wojny Światowej, gdy Japończycy próbowali znaleźć alternatywną drogę transportu swoich żołnierzy, broni i zaopatrzenia do swoich oddziałów w Birmie. Dotychczasowa droga, czyli droga morska stawała się dla nich coraz groźniejsza ze względu na fakt, że na wodach pojawiły się alianckie okręty.

Linia kolejowa między Bangkokiem, a Rangun miała liczyć 415km i Japończycy mieli zamiar wybudować ją w przeciągu zaledwie roku, co biorąc pod uwagę trudności techniczne, takie jak górskie przełęcze, dżunglę, jak również ówczesne zaplecze technologiczne, wydawało się czymś nierealnym. Do pracy nad budową linii kolejowej Japończycy posłali 250tys robotników z Azji oraz 60tys alianckich jeńców wojennych. Pomimo tego, że wszyscy specjaliści zgodnie twierdzili, że linia będzie budowana co najmniej pięć lat, pierwszy pociąg ruszył, zaledwie, szesnaście miesięcy po rozpoczęciu budowy linii kolejowej (co i tak było niezgodne z założeniami wojsk japońskich). W szczytowym okresie z Bangkoku do Birmy ruszało sześć pociągów dziennie.
Niestety tempo prac, głód, choroby, niebezpieczny teren i bardzo nieprzyjazny klimat miał katastrofalne skutki. Podczas budowy linii kolejowej zginęło 100tys cywili i 16tys jeńców… a to tylko szacunki, nie ma bowiem żadnych dokładnych danych z tamtego okresu.

Dzisiaj zachowała się tylko niewielka część tej linii, jest ona niemal obowiązkowym punktem turystycznym dla osób, które odwiedzają Bangkok. Poniżej przedstawiam cztery sposoby na zwiedzenie tejże linii.
1. Biura podróży – Codziennie setki turystów rusza busami i autokarami na całodniową wycieczkę z Bangkoku wzdłuż tej linii. Ci co mają szczęście łapią pociąg w Kanchanaburi, jadą do Nam Tok i tam czeka na nich autokar. Ceny wycieczek zaczynają się od 200PLN, a kończą na 930PLN.
2. Special Express –  Co weekend w sobotę i niedzielę kursuje specjalny pociąg, który rusza z centrum Bangkoku i jedzie do Nam Tok i z powrotem. Wielkim plusem jest fakt, że ma długie postoje na ważniejszych stacjach, a w Nam Tok podczas kilkugodzinnej przerwy można udać się do Parku Narodowego. Cena przejazdu do 150THB (około 15PLN) za przejazd trzecią klasą lub 250THB za przejazd drugą klasą. Rezerwacja ,,obowiązkowa”

3. Ordinary – Najtańszą opcją jest jednak lokalny pociąg, który kursuje dwa razy dziennie z dworca oddalonego kilka kilometrów od centrum Bangkoku (Stacja Thon Buri). Minusem jest fakt, że pociąg nie ma żadnych długich przerw i po dojechaniu do Nam Tok, lokomotywa objeżdża skład i wraca do Bangkoku. Przejazd trzecią klasą kosztuje 80THB. Brak możliwości rezerwacji. W nawiasach zostały podane numery pociągów. Więcej informacji o punkcie 2 i 3 znajdziecie na stronie: http://www.railway.co.th/Home/Index

4. Eastern&Oriental Express – Najdroższa opcja podróży. Ten luksusowy pociąg, trzy razy w miesiącu kursuje na trasie Singapur – Kuala Lumpur – Bangkok – Kuala Lumpur – Singapur. Podróż trwa trzy dni i za taką przyjemność trzeba srogo zapłacić. Ceny zaczynają się od 2,5tys USD, a kończą w okolicy 6tys USD. Więcej informacji oraz rezerwację możecie dokonać na stronie: https://www.belmond.com/trains/asia/eastern-and-oriental-express/

A teraz jak to zrobiłem ja.
Ja postanowiłem wybrać drugą opcję…. Tyle, że bez rezerwacji. Otóż okazało się, że dzień przed wyjazdem wszystkie miejsca są już zarezerwowane. Cóż nieco zawiedzony wyszedłem z dworca, ale postanowiłem, że zaryzykuje i albo pojadę tym pociągiem, albo (jeżeli konduktor się nie zgodzi) wezmę taryfę i powinienem zdążyć dojechać na drugi dworzec na lokalny pociąg.
Następnego dnia o 6:00 zjawiłem się na dworcu i pięknym uśmiechem przekonałem konduktora, że jednak warto mieć dodatkowego pasażera (tak, w Tajlandii uśmiech może zdziałać cuda). Punktualnie ruszyliśmy w kierunku miejscowości Nam Tok, początkowo wijąc się wokół Bangkoku przez mniejsze lub większe łącznice. Jednocześnie była to dość smutna okazja do przekonania się jak bardzo biednie żyją tam niektórzy ludzie, którzy za mieszkanie mają rozpadający się slums, tuż koło torów.

Dojeżdżając do Nakhon Pathom konduktor ogłosił pierwszą przerwę, która miała trwać czterdzieści minut. Był to dobry moment nie tylko na to by zobaczyć najwyższą budowlę buddyjską, ale również na to, by kupić coś sobie na śniadanie. A sama świątynia? Po wyjściu z dworca nie robiła jakiegoś większego wrażenia, dopiero gdy się do niej szło, to człowiek zaczął zdawać sobie sprawę z tego, jak wysokie jest te Chedi. Jego wysokość to 127 metrów.

Zachwycając się tym co zobaczyłem oraz jedząc słodkie bułeczki wróciłem  do pociągu, tuż przed planowanym odjazdem, który…. I tak opóźnił się dwadzieścia minut. Tak w tajskich kolejach to normalne, zresztą ogólnie Tajowie mają luźny stosunek do czasu.
Gdy w końcu ruszyliśmy i wyjechaliśmy z miasta, naszym oczom zaczęły ukazywać się coraz bardziej rozległe pola, stopniowo przechodzące w nieco pofałdowany teren, który nieco dalej zaczął zmieniać się w górski krajobraz.
Po pewnym czasie pociąg zatrzymał się w miejscowości Kanchanaburi, przy stacji zlokalizowanej tuż przy wiadukcie kolejowym. Wiadukt ten jest rekonstrukcją poprzedniego wiaduktu, który został wysadzony w powietrze przez wojska alianckie. To również ,,ten” (film nagrywany był na Sri Lance) wiadukt gra kluczową rolę w filmie ,, Most na Rzece Kwai”.

Po półgodzinnej przerwie pociąg powoli przetoczył się przez wiadukt i ruszył w dalszą podróż przez dżunglę. Nieco ponad godzinę później dojechaliśmy do niesamowicie pięknego terenu, pociąg znów bardzo zwolnił. Teraz czekała nas przejażdżka po Wampo Viaduct. Pociąg toczył się z prędkością 10km/h, z prawej strony mając pionową skałę w górę, z lewej przepaść, nad którą przeprowadzony jest wiadukt. Całości dopełnia trzeszczenie podkładów i brak jakichkolwiek barierek na wiaduktach.
Po chwili dojechaliśmy do Nam Tok, w tym miejscu linia kolejowa biegnie jeszcze dwa kilometry, po czym urywa się przy wejściu do Parku Narodowego.

Po przyjeździe na stację na pasażerów czekały już kierowcy samochodów, którzy za niewielką kwotę (20THB) podrzucali nas na koniec linii kolejowej. Po wejściu do parku przywitało nas przyjemne, chłodniejsze powietrze, a chwilę później moim oczom ukazał się przepiękny wodospad. Warto wziąć ze sobą stroje kąpielowe i skorzystać z okazji do popływania w przyjemnie chłodnej wodzie. Ja nie wiedząc o takiej opcji, postanowiłem coś zjeść, a następnie, idąc wzdłuż linii kolejowej, wrócić na dworzec.

Odjazd pociągu został opóźniony o godzinę, przez co niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie cmentarza wojennego, na którym pochowanych jest około 7tys żołnierzy, głównie Holendrów, Brytyjczyków i Australijczyków.
Ja tymczasem, stojąc na końcu składu z otwartymi, wszystkimi możliwymi drzwiami, zachwycałem się mijanymi krajobrazami oraz zachodem słońca.
Około 20:00 pociąg skończył bieg na dworcu głównym w Bangkoku.

Przejazd tym pociągiem obfitował w przepiękne widoki, ale nie tylko. Był on swego rodzaju cofnięciem w czasie, gdzieś tam w głowie jednak siedział ten fakt, który jest związany z ogromną liczbą ofiar budowy tej linii kolejowej.
Jeżeli interesujesz się historią, czy też koleją, to ten punkt powinien być dla Ciebie obowiązkowy. Można też wydłużyć wycieczkę i wykupić sobie nocleg w okolicy obecnego końca linii kolejowej. Cały następny dzień po przyjeździe warto wtedy spróbować dostać się do Hellfire Pass Interpretive Centre (podobno jeżdżą tam busy). Jest to swego rodzaju szlak trekkingowy, który prowadzi przez tereny, przez które, niegdyś miała prowadzić ta linia kolejowa i jest upamiętnieniem ofiar budowy tej trasy.
Istnieją dwa szlaki, jeden krótszy, drugi dłuższy. Na tym drugim obowiązkowa jest komunikacja z ochroną ,,parku” za pomocą krótkofalówek (dostępne za darmo przy wejściu). https://www.dva.gov.au/commemorations-memorials-and-war-graves/memorials/war-memorials/thailand

PS. Tak dla rozjaśnienia, o którym filmie wspominałem w nagłówku, podrzucam link:
https://www.filmweb.pl/film/Most+na+rzece+Kwai-1957-31647

Świat widziany oczami Krzysztofa Staszkiewicza

%d blogerów lubi to: