Doi Inthanon na własną rękę i w jeden dzień.

Doi Inthanon to Park Narodowy położony około stu kilometrów na południe od Chiang Mai. Na terenie Parku Narodowego znajduje się najwyższy szczyt Tajlandii, o tej samej nazwie i wysokości 2585m n.p.m

Dla wielu turystów to obowiązkowy punkt podczas zwiedzania północy Tajlandii, zwłaszcza, że poziom ,,trudności” trekkingu jest minimalny, w zasadzie nawet nie można nazwać tego trekkingiem, nawet spacer to za wiele powiedziane. 99,9% tychże turystów kupuje wycieczkę w lokalnym biurze podróży lub w hotelu. Ale nie my. My postanowiliśmy zrobić to po swojemu.

Dojazd do Choom Thong

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy wcześniej rano i udaliśmy się na dworzec autobusowy Chang Phueak Bus Terminal. Jako że z centrum Chiang Mai jest wszędzie dość blisko, postanowiliśmy przebyć ten dystans pieszo.
Gdy doszliśmy na dworzec naszym oczom ukazał się nasz środek transportu. Żółty Songthaew, czyli rodzaj busa. Po znalezieniu odpowiedniego busa, okazało się, że coś co wcześniej uważałem, za niemożliwe stało się faktem. Mianowicie szukając informacji na temat tych busów, znalazłem opinie, jakby przejazd tym busem to była kwestia 30-35THB. Co w tym dziwnego? Tyle samo kosztuje wyjazd na Doi Suthep, który jest tuż przy Chiang Mai.
Zadowoleni z faktu, że nie daliśmy się zrobić w konia, ruszyliśmy uliczkami Chiang Mai w kierunku ,,obwodnicy”. Po dwóch godzinach dojechaliśmy do Choom Thong.
Warto tutaj zwrócić uwagę na jeden fakt. Mianowicie busy mają jakiś tam rozkład jazdy, ale zazwyczaj jak jeden jedzie pełny, to zaraz pojawia się drugi. Jednak warto wziąć pod uwagę, że pierwszy bus odchodzi około 8:00.

W Choom Thong wysiedliśmy na dworcu autobusowym, tam też kierowca pokazał nam gdzie stoją szoferzy, którzy są chętni na wycieczkę na Doi Inthanon. Szybko udało nam się znaleźć odpowiednich kierowców i zaczęliśmy negocjować cenę. Niestety ta prawdopodobnie jest z góry założona i wynosi 1500THB za busa. Za busa, który mieści 10 osób, więc w sumie spoko cena jak za około sześć godzin wynajmu.

Doi Inthanon – najwyższy szczyt w Tajlandii.

Naszym pierwszym celem był dojazd na najwyższy szczyt w Tajlandii. Nieco zamieszania było przy punkcie kontrolnym na wjazd do Parku Narodowego (trafiliśmy w godziny szczytu). Przy wjeździe należy uregulować płatność w wysokości 300THB za osobę.
W miarę zdobywania wysokości, zaczęliśmy zamykać okienka w busie, zaczęło się robić chłodno. Pod koniec podjazdu musieliśmy ubrać już polary. Generalnie sugeruje zabrać sobie coś cieplejszego do ubrania, bo mimo wszystko na szczycie bywa zimo, a jak dodamy jeszcze fakt, że w dość szybkim tempie pokonujemy przewyższenie ponad 2000m, to czeka nas lekki szok temperaturowy. Bowiem warto zwrócić uwagę, że Doi Inthanon to miejsce w którym może się zdarzyć nawet opad śniegu.
Zresztą generalnie to specyficzne miejsce, jest to tzw ,,wybitny” szczyt, więc bardzo często są tam chmury i opady.

Gdy dojechaliśmy na szczyt, poszliśmy krótką ścieżką do najwyższego punktu. Jest to tak naprawdę punkt w lesie, więc jeśli nastawiasz się na widoki, to raczej możesz o nich zapomnieć, a przynajmniej w tym miejscu. Aczkolwiek dżungla robi wrażenie, a biorąc pod uwagę wilgotność w tym miejscu, naturalnym jest, że na wszystkim jest mech, niesamowita ilość mchu i w jakimś stopniu zrobiło to na mnie wrażenie.

Królewskie Pagody.

Po krótkim pobycie na szczycie zjechaliśmy kawałek na dół w miejsce, gdzie stoją dwie, ogromne Pagody. Umówiliśmy się z kierowcą, że mamy około 40 minut na zwiedzanie.
Historia tych świątyń związana jest z tajską parą królewską. Króla Bhumibol Adulyadeja i jego królowa Sirikit. Para ta była ze sobą bardzo związana, a zarazem byli bardzo uczciwi wobec swoich poddanych. Po ich śmierci tajska armia postanowiła wznieść na ich cześć dwie pagody: Pra Mahatat Noppamethanedon i Pra Mahatat Nopphonphusiri.

Wewnątrz świątynie zaskakują swoim minimalizmem, z zewnątrz swoim urokiem, aczkolwiek najlepsze wrażenie robią przepiękne i ogromne ogrody. No i widoki, tak, to właśnie w tym miejscu trafiliśmy na najładniejsze widoki, pomimo nie do końca dobrych warunków pogodowych.
Zgodnie z umową po 40 minutach przyjechał po nas kierowca i ruszyliśmy dalej.

Targ owocowy i nie tylko.

Znów zjechaliśmy w dół, tym razem na targ. Tak po prawdzie to trochę się go obawiałem, że będzie aż do bólu zajeżdżać komercją, w końcu to miejsce skrajnie turystyczne, aczkolwiek o dziwo nawet wyszło, że było przyjemnie.
Na targu można bardzo wiele rzeczy kupić, ale generalnie skupia się on na owocach. Tak więc ja postanowiłem sobie pojeść trochę suszonych owoców podczas degustacji i kupić mix takowych do domu. I przyznam szczerze, że to była miazga. W ogóle każdemu polecam kupić sobie takie owoce (zresztą nie tylko takie) podczas pobytu w Tajlandii. Tymczasem pozostała część paczki, postanowiła zrobić coś, co my Polacy bardzo lubimy. Mianowicie wzięli się za degustację nalewek i win owocowych. Tak wino z mango to było coś niesamowite.
Po zrobieniu zakupów (których notabene nie planowaliśmy w tym miejscu) ruszyliśmy dalej.

Wodospad  Wachirathan.

Ostatnim punktem naszego pobytu w Parku Narodowym był przepiękny wodospad Wachirathan. Wodospad ma wysokość 80 metrów. Woda spadająca w dół tworzy cudowną mgiełkę, taką jaką można otrzymać ze zraszacza, co jest wręcz zbawieniem w upalny dzień. A jako, że ten wodospad jest już znacznie niżej, to upał zaczynał dawać się we znaki. Potęgę wodospadu podziwialiśmy jakieś pół godziny, po czym nastąpił powrót do busa, a następnie do Choom Thong.

Powrót do Chiang Mai.

Busa do Chiang Mai złapaliśmy z tego samego miejsca, w którym wysieliśmy rano. Warto pamiętać, że ostatnie busy odjeżdżają około 17:00-18:00 i istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie wejdziecie do pierwszego.
Podczas powrotu całą trójką ucięliśmy sobie drzemkę, więc droga minęła bardzo szybko. Nie zmienia to faktu, że zarówno jadąc do Choom Thong, jak i wracając z niego, zwracaliśmy na siebie uwagę.
W sumie się nie dziwię, to tak jakby jakiś Chińczyk wszedł do lokalnego busa w Polsce. Tez pewnie bylibyśmy zaskoczeni.
W Chiang Mai wysiedliśmy prawie przy samym hotelu. I tutaj też warto zwrócić uwagę na fakt, że busy te mogą zatrzymać się w każdym miejscu, wystarczy zadzwonić dzwonkiem.

 

 

Podsumowanie kosztów:

Dojazd i powrót do/z Choom Thong: 70THB
Wynajem busa: 1500THB
Wstęp do Parku Narodowego: 300THB
Łącznie za osobę (przy naszej trójce) koszt wycieczki (nie licząc zakupów) wyniósł 870THB, czyli jakieś 110PLN. Najtańsze oferty znalezione w internecie to koszt około 200PLN. Podobnie zresztą w Chiang Mai.

Świat widziany oczami Krzysztofa Staszkiewicza

%d blogerów lubi to: