Chiang Rai w jeden dzień

Po opublikowaniu wszystkich artykułów na temat centralnej części Tajlandii, czas przenieść się na północ, w przepiękne okolice Chiang Mai.  Na dobry początek zapraszam na jednodniową wycieczkę do miejscowości Chiang Rai.

Dlaczego warto pojechać do Chiang Rai?

Miejscowość Chiang Rai oddalona jest od Chiang Mai, zwanego czasami północną stolicą Tajlandii, o około 190km.
Chiang Rai jest stosunkowo małym miasteczkiem, zamieszkałym przez niecałe 80tys ludzi.
Do Chiang Rai turyści przyjeżdżają przeważnie po to, by zobaczyć tzw. ,,Białą Świątynie”, ale nie jest to jedyna atrakcja, którą warto zobaczyć w tym mieście.

Co zobaczyliśmy?

Na dobry początek zwiedzanie udaliśmy się do słynnej ,,Białej Świątyni” (Wat Rong Khun). Jest to o tyle praktyczne, że sama świątynia jest oddalona około 14km od centrum Chiang Rai, a jednocześnie jest przy głównej drodze z Chiang Mai do Chiang Rai i nie da się jej przegapić, bo jej biel i tajskie słońce razi w oczy.  Po zwiedzeniu złapaliśmy busa i pojechaliśmy do centrum Chiang Mai, gdzie spacerem doszliśmy do Niebieskiej Świątyni. Na koniec udaliśmy się na spacer po centrum miasta

Wat Rong Khun – Miejsce, gdzie kontrowersja goni kontrowersje.

Świątynia została ufundowana przez Chalermchai Kositpipat. Jej budowę rozpoczęto w 1997 roku i… do tej pory nie skończono. Zakończenie budowy przewiduje się na 2070 rok (czy Wam też coś to przypomina?)
Sam teren świątyni nie jest duży, natomiast ilość detali jest niesamowita (hmmm… znów to coś mi przypomina), jeżeli ktoś zakłada, że chciałby zobaczyć tą świątynie, tak by odkryć wszystkie detale, to myślę, że parę godzin może mu to zająć. My tyle czasu nie mieliśmy.

Świątynia utrzymana jest w trzech motywach kolorystycznych: biel, szkło i złoto.
I tutaj zaczynają się pewne kontrowersje, z których po części też słynie ta świątynia.
O ile świątynie utrzymane są w kolorze białym (oznaczającym czystość) z dodatkiem szkła (oznaczającym mądrość i naukę) i to nie budzi żadnych kontrowersji, o tyle w kolorze złotym (człowieczeństwo, o ile dobrze pamiętam) utrzymane są… toalety.
Jak nietrudno się domyśleć, nie każdemu to pasuje, dla wielu wiernych jest to podobno obraza.

Jakby tego było mało kompleks świątynny przyzdabiają motywy, których raczej w takim miejscu byśmy się nie spodziewali. Co powiecie na odcięte głowy? Albo liczne figury z filmów? Albo słupki drogowe zakończone czaszkami?
Zaś szczyt kontrowersji jest w samej świątyni, gdzie na ścianach znajdziemy motywy z Gwiezdnych Wojen, Harry Potter, Minionki i wiele innych Niestety w środku nie można fotografować.

Wat Rong Suea Ten – Niebieska Świątynia w Chiang Rai.

Jest to świątynia stosunkowo nowa, bo otwarta w 2016 roku, przez co nie jest jeszcze tak znana jak Biała Świątynia, a z pewnością będzie, bo moim zdaniem, jest to najpiękniejszy obiekt buddyjski jaki  w życiu widziałem. Idealny przykład nowoczesnej architektury buddyjskiej.
Z zewnątrz może nie wyróżnia się nadto, no może poza tym, że jest pomalowana na niebiesko. Natomiast w środku oczom ukazuje się coś pięknego. Ogromny, biały posąg siedzącego buddy, na ścianach duża ilość malowideł na niebieskim tle, do tego szczypta złota i świetna gra światła.
Świątynia została zaprojektowana przez Buddha Kabkae, który był… a jakżeby inaczej, studentem Chalermchai Kositpipata.
Świątynia jest tak piękna, że nie za bardzo chciałem z niej wychodzić, ale czekał nas jeszcze spacer po centrum miasta.

Centrum Chiang Rai

Wrócić z Niebieskiej Świątyni do centrum Chiang Rai jest nieco bardziej problematyczne niż ma to miejsce jadąc z Białej Świątyni. My postanowiliśmy wyjść na główną drogę i idąc w kierunku przystanku, który miał tam być, zauważył nas kierowca busa, który nas podrzucił do centrum. I chwała mu za to, bo po tym, gdy postanowiliśmy iść pieszo z centrum do Niebieskiej Świątyni w pełnym słońcu, w środku dnia, mieliśmy już dość.

W centrum postanowiliśmy iść przed siebie. Tym samym trafiliśmy do wieży zegarowej, która jest cała w złocie, zawiera masę detali. Jak myślicie, kto mógł to zaprojektować? Oczywiście Chalermchai Kositpipat.

Podczas spaceru trafiliśmy też do całkiem uroczej drewnianej świątyni Wat Min Muang.

Obserwowaliśmy również życie uczniów, gdy przechodziliśmy koło szkoły. Dość spore wrażenie zrobił na nas teren szkoły, które wyglądają dużo lepiej niż nasze polskie szkoły w gminach (nie przypadkowo zaznaczyłem słowo w gminach, bo zazwyczaj te są lepiej wyposażone niż te w miastach). Nie mówiąc już o tym jak duży teren posiadają na zajęcia sportowe. Oczywiście jak szkoła, to i stoiska z jedzeniem… tanim jedzeniem… i problemem z dogadaniem się.

Czego nie zwiedziliśmy?
Chiang Rai to małe miasteczko, ale ze względu na ciekawe atrakcje i problemy z komunikacją miejską ciężko je zaliczyć w jeden dzień. My odpuściliśmy takie atrakcje jak: Nocny market, Wat Phra Kaew oraz muzeum Baan Dam, zwane też czarnym domem.
Warto też zaznaczyć, że z tego miasteczka odjeżdżają busy do Laosu… I to jakie busy, prawdziwe klasyki!

Dojazd i informacje praktyczne:

Chiang Rai położone jest 190km od Chiang Mai. Podróż trwa około trzy godziny i podczas tej podróży należy liczyć się z przeprawą przez góry.
Jest kilka sposobów na dotarcie na miejsce, można wypożyczyć samochód, łapać stopa, kupić wycieczkę lub pojechać autokarem.
My wybraliśmy tą ostatnią opcję. Zapłaciliśmy około 60PLN za bilet w obie strony. Warto poprosić obsługę autokaru o to, by zatrzymali się przy Białej Świątyni, nie powinno być z tym żadnego problemu, wystarczy powiedzieć ,,White Temple”.
Wycieczki zorganizowane można kupić niemal na każdym kroku w Chiang Mai, warto przy tym się próbować targować. Można też kupić przez stronę ,,Get Your Guide”. Koszt to minimum 220PLN.

Godziny otwarcia i koszt wstępu:
1. Biała Świątynia – czynna codziennie od 8:00 do 18:00. Wstęp: 50THB
2. Niebieska Świątynia – czynna codziennie od 7:00 do 20:00. Wstęp darmowy.
3. Wat Phra Kaew – czynna codziennie od 7:00 do 18:00  (muzeum od 9:00 do 17:00). Wstęp darmowy.
4. Czarny Dom – czynny codziennie od 9:00 do 17:00. Wstęp 80THB.
5. Nocny market – czynny codziennie od 18:00 do 23:00. Wstęp od 0THB do nieskończoności, w zależności od pojemności żołądka i bagażu w samolocie.

Świat widziany oczami Krzysztofa Staszkiewicza

%d blogerów lubi to: