Ayutthaya – była stolica Tajlandii w jeden dzień

Ayutthaya, setki ruin w sercu miasta, jedne zachowane lepiej, inne nieco gorzej. Ayutthaya, miasto w którym przemieszczasz się Tuk-Tukiem lub rowerem. Ayutthaya, miasto, w którym bezdomne psy, chcą zwiedzać miasto wraz z Tobą. Ayutthaya, miasto, które pomimo napływu masy turystów, nie zatraciło niesamowitego uroku.

Jestem prawie przekonany, że jadąc do Tajlandii, spotkałeś się z opinią, że warto zwiedzić Ayutthaya, byłą stolicę SYMAJU (oficjalnie nazwa Tajlandia używana jest od 1949 roku). Zapewne też przeglądałeś już oferty lokalnych biur podróży i nieco zwątpiłeś, czy warto? Otóż nie, z biurami podróży nie warto! Natomiast warto samemu zorganizować sobie wycieczkę, gdyż jest to niesamowicie proste i jeszcze bardziej niesamowicie tanie.

Krótka historia

Ayutthaya powstała w 1351 roku i stała się ważnym miastem na szlaku handlowym, który prowadził z Indii do Chin. Na przełomie XVII i XVIII wieku miasto liczyło sobie prawie milion mieszkańców. Jak na tamte czasy, była to ogromna liczba. Milion mieszkańców to tyle ile liczyły sobie wtedy Londyn i Paryż razem wzięte.
Ayutthaya była stolicą Syjamu od 1351r do 1767r, gdy została zrujnowana podczas wojny z Birmańczykami. Blisko trzysta (300!) świątyń zostało zrównane z ziemią, a przy okazji ich cała okolica. Tylko nieliczne świątynie udało się uratować na tyle, by dziś można było zwiedzać ich ruiny.

Dojazd do Ayutthaya

Jest kilka sposobów na dojazd do miasta, ja dwukrotnie wybierałem pociąg i uważam, że jest to najlepszy (a już na pewno najtańszy) sposób podróży.
Pociągi odjeżdżają z dworca Bangkok Hua Lamphong. Podróż trwa około dwie godziny. W zależności od tego jaką klasą pociągu jedziecie zapłacicie od 15THB (pociągi Rapid i Ordinary w trzeciej klasie) do 345THB za przejazd pociągiem typu Special Express.
Przejazd pociągiem jest też dobrą okazją do integracji z miejscowymi. Gdy jechałem pierwszy raz, lokalny nauczyciel angielskiego uczył mnie podstawowych słówek po tajsku. Ponadto, gdy lokalsi zobaczyli, że nawiązałem z nimi kontakt, od razu nas otoczyli i poprzez jego tłumaczenie na angielski, chcieli się dowiedzieć jak najwięcej o Polsce i o mojej podróży.
Poniżej wrzucam rozkład jazdy pociągów do Ayutthaya

A tutaj do Bangkoku

Jeżeli wracasz z północy Tajlandii warto rozważyć jeszcze jedną opcję. Otóż większość nocnych pociągów przyjeżdża tutaj bardzo wczesnym porankiem, proponuję wysiąść z tego pociągu, zostawić bagaż w przechowalni, przeczekać na dworcu do otwarcia świątyń (albo po drodze zaliczyć śniadanie w 7Eleven) i wynająć Tuk-Tuka. W zasadzie Tuk-Tukarze będą na Was polowali gdzieś tak od 6:30, a o 7:30 możecie już śmiało ruszać w kierunku centrum.

Zwiedzanie

Znów tak samo jak z dojazdem, tak samo ze zwiedzaniem jest kilka opcji. Rower, Skuter, Pieszo lub Tuk Tuk.
Ja dwukrotnie wybrałem Tuk-Tuka i zdecydowanie nie żałuję tej decyzji.
Zaraz po wyjściu z pociągu zaczepi Was Tuk-Tukarz, który wraz z mapą i cennikiem będzie namawiał Was na przejazd. Nie dajcie się od razu złapać na to, mile widziane jest negocjowanie. Rozsądną ceną za trzygodzinny wynajem, to około 500-600THB, chyba, że chce się Wam jeszcze bardziej zbijać, to można, ale zajmie Wam to nieco więcej czasu. Chociaż z drugiej strony patrząc na liczbę Tuk-Tuków przy dworcu to z pewnością, któryś z kolei zgodzi się na Waszą cenę.
Na jak długo wynająć Tuk-Tuka?
Wynajem jest możliwy od jednej godziny do siedmiu godzin, liczy się tylko pełne godziny (czyli: godzina, dwie, trzy, cztery itd.), a przynajmniej oficjalnie. Długość wynajmu zależy od tego ile chcecie zwiedzić i jak bardzo szczegółowo chcecie to zwiedzić. Moje dzisiejsze propozycje zajęły mi za pierwszym razem trzy godziny (ale to był bieg po świątyniach), podczas gdy za drugim razem nie zdążyliśmy wszystkiego zobaczyć w tym samym czasie. Zabrakło jakieś godziny.
Tak więc oto plan czterogodzinnej (optymalnie) wycieczki:

  1. Wat Yai Chai Mongkol – w obu przypadkach, Tuk-Tukarz zabrał nas tam w pierwszej kolejności. Być może powodem jest fakt, że świątynia położona jest nieco na uboczu, poza ścisłym centrum miasta. Świątynia została zbudowana w 1592r. Podczas wojny była ona twierdzą, stąd jej stan jest znacznie lepszy od innych świątyń. W kompleksie na uwagę zasługuje: leżący Budda, posągi Buddy, otaczające centralną świątynię (w buddyzmie jest przekonanie, że posągi te mają chronić świątynie) oraz środek świątyni, otóż jest to jedyna ruina do której można wejść. Jest to też argument dlaczego warto być tutaj z samego rana, nawet jeszcze przed jej oficjalnym otwarciem. Otóż za dnia na wejście do środka jest gigantyczna kolejka.

  2. Wat Phanan Choeng – tutaj robimy wyjątek, bo nie jest to ruina świątyń, jest to współczesna świątynia, ale na uwagę zasługuje gigantyczny Budda, który skrywa się w świątyni. Budda ma wysokość dziewiętnastu metrów i został zbudowany w 1344 roku.

  3. Wat Maha That – Bardzo duży kompleks świątynny. Wizytówką tego miasta jest głowa Buddy, skryta w drzewie. To właśnie w tej świątyni znajduje się to drzewo. Są dwie teorie jak to się stało, że głowa buddy znajduje się w drzewie. Pierwsza mówi o tym, że drzewo zapuściło korzenie wokół głowy buddy (czyli tego ile zostało z posągu), gdy miasto było opuszczone i zapomniane po wojnie. Druga zaś teoria mówi o celowym działaniu, które miało zapobiec kradzieży tejże głowy, gdy w XIX i XXw złodzieje regularnie okradali pozostałości świątyń.

  4. Wat Ratburana – byliśmy, ale moim zdaniem można sobie temat odpuścić.

  5. Wihan Phra Mongkhon Bophit – Druga i ostatnia świątynia, która jest ,,współczesna”. Została zbudowana w 1950 roku. W jej wnętrzu znajduje się siedzący Budda. Ma szesnaście metrów i pochodzi z XVw. Posąg wykonany jest z brązu i pokryty złotem, które łącznie waży 250kg. Weszliśmy tutaj przy okazji. W okolicy tej świątyni są dwa kompleksy ruin, które warto zobaczyć. Niemal wszyscy Tuk-Tukarze zatrzymują się koło tej świątyni i czekają, aż zobaczycie ją i dwa kolejne kompleksy.

  6. Wat Phra Sri Sanphet – zbudowana w 1448 roku. Niegdyś najważniejsza świątynia, położona na terenie Pałacu Królewskiego. Nie była to typowa świątynia, w której mieszkali mnisi. Była to świątynia, w której przechowywane były relikwie królewskie oraz w której odbywały się wszelkie uroczystości królewskie. Podczas wojny została zrabowana, a następnie zniszczona za wyjątkiem trzech, niesamowicie charakterystycznych stup.

  7. Wat Phra Ram – Oto dlaczego można odpuścić temat Wat Ratburana. Architektura bardzo podobna, przy czym kompleks Wat Phra Ram położony jest zaraz przy dwóch poprzednich świątyniach i jest on większy i moim zdaniem ładniejszy.

  8. Wat Chai Wattanaram – w obu przypadkach, to była ostatnia świątynia, którą zwiedziliśmy. Jest to ogromny, nieźle zachowany kompleks, zbudowany w 1630r. Warto przejść się między ośmioma kapliczkami, w których znajdują się (w lepszym lub gorszym stanie) posągi Buddy. Kapliczki połączone są ścieżką, na której można zobaczyć kolejne 120 mniejszych posągów.

 

Po zwiedzaniu tych świątyń kierowca odwozi nas na dworzec. Jeżeli jesteśmy głodni, a mamy chwilę czasu, proponuję wybrać się do bardzo smacznej (i taniej) knajpki, którą na google znajdziecie jako Jintana Service.

Czy warto?

Moim zdaniem zdecydowanie tak. Jak wcześniej wspomniałem miasto nie straciło swojego uroku, mimo napływu turystów. Oczywiście, należy liczyć się ze sporą liczbą zwiedzających (chyba, że przyjdziecie tutaj z samego rana), ale są też świątynie, gdzie ludzi jest bardzo mało (ale to już świątynie mniej znane, nie wspomniane w moich wyliczeniach). Całe miasto, a przynajmniej ścisłe centrum to jeden wielki park historyczny. Masa tabliczek opisujących historię miasta i świątyń, masa makiet świątyń, które uświadamiają człowiekowi jak ogromne były niegdyś te kompleksy.
I w końcu sama przyjemność z przejazdu pociągiem, w trzeciej klasie, wraz z lokalsami. To jest to!
Jeżeli już czegoś nie warto, to absolutnie odradzam propozycję wycieczki na grzbiecie słoni. Będę o tym jeszcze pisał, przy okazji Elpehant Nature Park, jednak coś co warto wiedzieć, to fakt, że słonie bardzo cierpią podczas takiej jazdy, a każdy, kto jeździ na słoniach popiera ich tortury.

Koszty wycieczki

  1. Przejazd pociągiem typu Rapid lub Ordinary, w trzeciej klasie: 15THB w jedną stronę
  2. Wynajęcie Tuk-Tuka: przy dwóch osobach zeszliśmy do 500THB, przy trzech do 600THB
  3. Zwiedzanie świątyń: zależy. W moim wyliczeniu sześć świątyń było płatnych, do jednej weszliśmy za free, bo kasy były jeszcze zamknięte. Generalnie przy zwiedzaniu sześciu świątyń (ale to nie jest te sześć świątyń, które zobaczyliśmy) istnieje karnet, który pozwala zaoszczędzić nieco pieniędzy. Pojedyncze wejście do 50THB.
    W tym roku za bilety wstępu zapłaciliśmy w sumie: 200THB
  4. Obiad, ja zapłaciłem jakieś 70THB

W sumie: 500THB, czyli jakieś 63PLN

Świat widziany oczami Krzysztofa Staszkiewicza

%d blogerów lubi to: