Z Palenicy do Jaworek przez Durbaszkę i Wąwóz Homole.

Końcówka wakacji, rok szkolny zbliża się nieubłaganie, po paru dniach niezbyt ładnej pogody w końcu wyszło słońce, parę minut zastanowienia co robimy i szybka decyzja: jedziemy w Pieniny.

Po raz drugi w moich Artykułach pojawiają się Pieniny, pierwszy artykuł był o 3 największych atrakcjach w Pieninach, teraz czas na nieco spokojniejsze miejsca na trasie wycieczki, czyli jakże przyjemny i piękny szlak z Palenicy do Jaworek przez Durbaszkę i Wąwóz Homole (dobra przyznam bez bicia z Durbaszki bezpośrednio do Wąwozu nie prowadzi żaden szlak, ale o tym później).

Piątek rano, budzi nas (mnie, rodziców i brata) piękne słońce, czas zjeść szybkie śniadanie, spakować plecaki i jechać do Szczawnicy, czyli miasta, które jest chyba jednym z najważniejszych punktów wypadowych w Pieniny.
Około 1,5h od wyjazdu z domu pojawiamy się w Szczawnicy i tu zaczyna się zabawa, czyli zaparkowanie za przyzwoitą cenę, w końcu stwierdziliśmy, że parkujemy pod wyciągiem na Palenicę. Szybkie wypakowanie plecaków z bagażnika i skierowanie kroków… nie nie w góry, a do cukierni ,,Jacak” po najlepsze (podobno) drożdżówki w Szczawnicy.
Po zaopatrzeniu się w ,,drugie śniadanie” i szybkiej konwersacji stwierdziliśmy, że możemy się udać na wyciąg na Palenicę (tak wiem to wbrew zasadą, ale mając perspektywę 4h wycieczki i pobudki następnego dnia o 7 rano by zdążyć na Rajd Rowerowy, naprawdę tak było lepiej).
Na Palenicy spotkaliśmy całą masę ludzi, jednak zanim zaczęliśmy podejście do Szafranówki, zatrzymała nas pewna atrakcja, a mianowicie tor saneczkowy, który po 2 zjazdach w końcu mnie dobudził do tego stopnia, bym był w stanie odróżnić gałąź od żmii i łagodnego labladora od groźnego psa pilnującego owiec.
Dobra te fajne przyjemności można odłożyć już na bok, teraz czas na największą przyjemność jaką jest spacer po górach (bo raczej inaczej tak łatwego szlaku nie da się nazwać), wychodzimy na Szafranówkę i wkraczamy na niebieski szlak, który jest wyznaczony na tym odcinku (tzn. od przeprawy Filsackiej pod Sokolicą, aż do przełęczy Gromadzkiej) wzdłuż Granicy Polsko-Słowackiej. Cały ten szlak niebieski jest bardzo długi (moja mapa zaczyna się na stacji narciarskiej Czorsztyn-Ski, a szlak idzie dalej, a kończy się on na Wielkim Rogaczu) i uważam, że jest on bardzo ciekawym szlakiem, jeżeli ktoś zakłada wyjazd w Pieniny i codzienne przechodzenie ze schroniska do schroniska (ew. jakiegoś ośrodka agroturystycznego).

Widok z Szafranówki, na wprost szczyt, którego nikomu nie trzeba przedstawiać, czyli Palenica, na lewo od niej, najwyższy szczyt w tle to Turbacz.
Widok z Szafranówki, na wprost szczyt, którego nikomu nie trzeba przedstawiać, czyli Palenica, na lewo od niej, najwyższy szczyt w tle to Turbacz.

Niezbyt długi spacer pozwolił przypomnieć o tym, że jeszcze parę dni wcześniej w Pieninach padał dość mocny deszcz, wystarczyło tylko wejść w las i człowiek ,,topił” się w błocie, także wszelkie gałęzie i drzewa okazały się być bardzo potrzebne, ale i tak ten cały wysiłek, który trzeba było włożyć, by nie zaliczyć tzw. gleby był rekompensowany przez piękne widoki jakie wyłaniały się po wyjściu na polanę. I tak następne 1,5h wyglądały: las na zmianę z polanami, chłód w cieniu na przemian z żarem w słońcu, aż w końcu doszliśmy do skrzyżowania szlaków: Niebieskiego (którego się trzymaliśmy) i Czerwonego (prowadzącego z Jaworek do Szczawnicy przez koło schroniska Pod Durbaszką oraz przez przełęcz Klimontowską), po chwili kolejne skrzyżowanie Niebieskiego i Czerwonego z Międzynarodowym Żółtym (Prowadzącym ze Szlachtowej na Słowację).

Widok ze skrzyżowania szlaków Niebieskiego i Czerwonego z Żółtym.
Widok ze skrzyżowania szlaków Niebieskiego i Czerwonego z Żółtym.

Skoro już minęliśmy te dwa skrzyżowania to oznaczało tylko jedno, przed nami mozolne zdobywanie wysokości w pełnym słońcu i wbrew pozorom… dodające nieco energii, a to dlatego, że zaraz po tym podejściu znajduje się bacówka w której można kupić pyszne Oscypki. Oczywiście nie mogliśmy się powstrzymać z kupnem jednego, dużego, świeżo wędzonego Oscypka z tym, że jak się okazało…  te Oscypki już nie są tak pyszne, no ale cóż.

Bacówka w której można kupić świeże Oscypki. Jeśli ktoś się ma zamiar pytać Owce  wypasały się nieco dalej.
Bacówka w której można kupić świeże Oscypki. Jeśli ktoś się ma zamiar pytać Owce wypasały się nieco dalej.
A to dla udowodnienia, że tak też było.
A to dla udowodnienia, że tak też było.

Bacówka to rzecz jasna nie jedyny powód dla którego odzyskuje się siły po tym podejściu, kolejną rzeczą jest piękny widok na Tatry, jaki roztacza się po obejściu Wysokiego Wierchu (na sam szczyt nie ma szlaku, ale jeżeli jest ładna pogoda i chmury nie zasłaniają Tatr, to warto wyjść na szczyt po ścieżce jaka jest wydeptana od strony Durbaszki), niestety co prawda Tatry było widać, ale widać też było zapowiadające się zmiany w pogodzie, bo szczyty były już otoczone ciemnymi chmurami, przesuwającymi się nad Pieniny.

Widok z okolic Durbaszki. Na pierwszym planie jeszcze słoneczna część Słowackich Pienin, w tle, niestety już zachmurzone Tatry.
Widok z okolic Durbaszki. Na pierwszym planie jeszcze słoneczna część Słowackich Pienin, w tle, niestety już zachmurzone Tatry.

Po ok. 30 minutach spaceru, tuż przed Durbaszką doszliśmy do rozwidlenia szlaku Niebieskiego i Czerwonego, w tym miejscu pożegnaliśmy już niebieski szlak i po 5 minutach doszliśmy do mojego ulubionego schroniska Pod Durbaszką, gdzie zrobiliśmy sobie ok. 30 minutowy odpoczynek, zjedliśmy nasz prowiant (zagryzając frytkami), a ja po tej ,,uczcie” poszedłem przybić jeszcze pieczątkę do GOT.
Co do samego Schroniska, zostało ono wybudowane w latach 1949-1952 jako… wzorcowa bacówka do wypasu owiec. Ostatecznie jednak zostało ono bazą turystyczną dla młodzieży. Obecnie budynek jest filią Domu Harcerza, posiada 86 miejsc noclegowych, w zimie przy schronisku działa stok narciarski z wyciągiem orczykowym, stok jest ratrakowany i idealny do nauki jazdy.

Dojście do Schroniska ,,Pod Durbaszką" jest bardzo dobrze oznakowane. Jakiś uśmiech potrafi u mnie wywołać ten znak.
Dojście do Schroniska ,,Pod Durbaszką” jest bardzo dobrze oznakowane. Jakiś uśmiech potrafi u mnie wywołać ten znak.

Idziemy dalej i tu sprawy się nieco komplikują, ponieważ owszem można bez żadnych problemów wrócić na Niebieski Szlak wychodząc stokiem narciarskim, jednak niebieski szlak poprowadzi nas na Wysoką, czyli dwa nieciekawe  podejścia, a w sytuacji, gdy jest ślisko to raczej mogą być one dosyć uciążliwe, że już o zejściu nie będę wspominał, czas więc skorzystać z faktu, że Tata zna okolicę jak własną kieszeń, przechodzimy koło transformatora i zaczynamy przejście ,,na dziko”, czyli błoto, trzy strumyczki i masę bobków (patrzyć pod nogi!!!) i w tym momencie przekonałem się też jak dobrze, że ubrałem trepy. Po 40 minutach dochodzimy do starych bacówek i udajemy się dość wyraźną drogą w dół w kierunku Wąwozu, jeszcze tylko przejście przez Kamionkę i wchodzimy na Zielony szlak prowadzący z Wysokiej do Jaworek przez Wąwóz Homole.

Przejście na dziko, w dole widać już dawne bacówki i drogę, która prowadzi na Zielony Szlak do Wąwozu Homole.
Przejście na dziko, w dole widać już dawne bacówki i drogę, która prowadzi na Zielony Szlak do Wąwozu Homole.

Chwilę później odbiliśmy z Zielonego Szlaku, aby zobaczyć Szałas ,,Bukowinki”, który wchodzi w skład Jaworki Arena (jak to ładnie nazwali), a cała ta Arena to stok narciarski, wyciąg, wcześniej wspomniany Szałas, a w lecie również MonserRollery, czyli duże terenowe hulajnogi, z pneumatycznymi oponami i hamulcami tarczowymi, którymi zjeżdża się ,,z górki na ry… pazurki”, czyli wzrost adrealiny gwarantowany, chyba, że akurat ze względu na błoto zjazd jest zamknięty (artykuł nie zawiera lokowania produktu).
Czas wrócić na szlak (w sumie na tej Arenie długo nie pobyliśmy), a konkretnie wejście do Wąwozu Homole, początkowo Wąwóz nie robił na mnie wrażenia, prócz tego, że na kamieniach było błoto i było bardzo ślisko, jednak po chwili zejścia weszliśmy na odcinek gdzie potok Kamionka tworzy piękne kaskady.
Na wspomnianym odcinku, jest po prostu niesamowicie, kładki nad Kamionką, kaskady, kaskady i jeszcze raz kaskady, ogromnym ułatwieniem też są schodki, muszę się tam ruszyć na jesień, bo podejrzewam, że wtedy jest tam jak w bajce.

Przepiękny odcinek szlaku w Wąwozie Homole
Przepiękny odcinek szlaku w Wąwozie Homole

Swoją drogą nie wiem czy wiecie, że nazwa Homole pochodzi od ruskiego słowa ,,homoła”, ,,gomoła”, które oznaczają obły, bezrogi i nawiązują do kształtu doliny.
Ściany wąwozu zbudowane są głównie ze skał wapiennych z okresu jury i kredy, z domieszką łupków i margii.
Jeśli natomiast chodzi o potok Kamionka, czy wiecie, że jest to najpiękniejszy potok w Polsce? Ja się temu wcale nie dziwię.

Najpiękniejszy potok w Polsce? TAAK!!!
Najpiękniejszy potok w Polsce? TAAK!!!

Niestety wszystko co piękne kiedyś się kończy, zejście do Jaworek zajęło nam około godzinę, stamtąd busem pojechaliśmy do Szczawnicy, jeszcze obowiązkowe lody u ,,Jacaka” (tak mają tam zarówno pyszne drożdżówki jak i lody na wagę), chwilę relaksu na jednej z licznych ławek jakie są zamontowane na deptaku wzdłuż potoku Grajcarek i czas wracać do domu.

Jak to zwykle w moim przypadku, przypadku osoby, która uwielbia chodzić po górach jak jest tylko na to chwilę czasu, nie jestem w stanie napisać nic innego poza tym, że wycieczka była bardzo udana, tak jak wspomniałem na pewno jest ona świetna na jesień, gdy kolory są po prostu niesamowite, a przy okazji, gdy jest już możliwość zrobienia bajecznego zdjęcia z Wysokiego Wierchu na którym można uchwycić jesienne kolory na Słowacji i już białe szczyty Tatr.

Dojazd:
Autokar
(Aktualizacja 22.07.2021)
Z Krakowa do Szczawnicy regularnie jeżdżą busy przewoźnika DIDI TransA. Langowski, Sioła Trans oraz Szwagropol
Samochód
Dojazd samochodem z Krakowa do Szczawnicy zajmuje ok 1,5h, przy założeniu, że nie trafi się na korki.
Do Lubnia jedziemy popularną ,,Zakopianką”, tam zjeżdżamy na Drogę Wojewódzką nr. 968 i trzymamy się jej aż do miejscowości Zabrzeż, skręcamy w prawo wjeżdżając przy tym na DW 969, jedziemy nią do Krościenka nad Dunajcem, zjeżdżamy na rondzie 3 zjazdem i po chwili jesteśmy w Szczawnicy.
Polecam zaparkować na Parkingu pod wyciągiem na Palenicę. Cena 15zł za cały dzień.
Powrót z Jaworek do Szczawnicy Busem, cena 4zł/os.

Szlaki:
Jeżeli chcecie zrobić tą samą trasę to należy iść następującymi szlakami:
ŻółtySzczawnica – Szafranówka
NiebieskiSzafranówka – rozejście Szlaków pod Durbaszką 
Czerwony – Rozejście Szlaków pod Durbaszką –  Schronisko pod Durbaszką
Na dziko – Schronisko pod Durbaszką – Wąwóz Homole (poniżej mapka)
Zielony – Wąwóz Homole – Jaworki

Mapa przejścia ,,na dziko" ze Schroniska Pod Durbaszką do Zielonego Szlaku.
Mapa przejścia ,,na dziko” ze Schroniska Pod Durbaszką do Zielonego Szlaku.

6 myśli w temacie “Z Palenicy do Jaworek przez Durbaszkę i Wąwóz Homole.”

  1. Dziękuję za opis … właśnie chciałam potwierdzić że na dziko da się przejść z wąwozu do schroniska 😀

  2. Idziemy jutro z siedmioletnim synem Pana wydeptanymi ścieżkami.Narobił mi Pan apetytu na fajną wycieczkę i piękne widoki:) Dużo dobrego i wielu udanych wypraw.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Świat widziany oczami Krzysztofa Staszkiewicza

%d blogerów lubi to: