Gorczański Świt na Lubaniu

Połowa października, nad Irlandię dociera huragan, media trąbią wyłącznie o tym i o polityce. A tymczasem na południu Polski… prawdziwa polska złota jesień. W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak ruszyć w góry!!! Z góry założyłem, że to musi być wschód słońca, po kilku godzinach stwierdziłem… Lubań i wschód sfotografowany z wieży widokowej.

 

Polska złota jesień, czy jest lepsza pora na to by, wybrać się na spacer w góry? Moim zdaniem nie. Nie zastanawiając się długo, wymyśliłem co muszę zrobić. Zaraz po tym, gdy pomysł wpadł mi do głowy, wrzuciłem post tam gdzie trzeba i równie szybko znalazłem górskiego towarzysza.
Po rozmowie z Adamem postał wstępny plan. Widzimy się w Nowym Targu, skąd jedziemy do miejscowości Kluszkowce, wychodzimy na zachód słońca na Lubań, idziemy spać na wieży i rano wstajemy przed wschodem…. A co z tego wynikło to przeczytacie w tym artykule

Jedziemy i idziemy!!!

Zgodnie z ustaleniami, koło 15 spotkaliśmy się w Nowym Targu i już wspólnie ruszyliśmy busem do miejscowości Kluszkowce. Po drodze na chwilę zablokowało nas… stado owiec. Po chwili dojechaliśmy prawie na początek szlaku. A co do szlaków, generalnie miałem dość duży dylemat, bo na Lubań można dostać się z 10 różnych miejsc, a konkretnie: Dwa szlaki z Ochotnicy Dolnej , szlak z miejscowości Maniowy, szlak z miejscowości Kluszkowce, szlak z przełęczy Snozka, szlak z Tylmanowej, szlak z miejscowości Huba, szlak z przełęczy Knurowskiej (GSB) oraz szlak z Krościenka nad Dunajcem (GSB). Tak więc miałem dość szeroki wybór skąd iść i dokąd zejść. W sumie wyłącznie ze względu na ograniczony czas, wybraliśmy najszybszą opcję, jaką jest żółty szlak.
Ale jeszcze przed wejściem na szlaku zasililiśmy jeszcze budżet państwa, płacąc za napoje akcyzowe i po wypiciu jednego piwka, weszliśmy na szlak i delikatnym podejściem zaczęliśmy zdobywać wysokość.

Ogólnie szlak nie robi jakiegoś większego wrażenia, jedyne co czasami przeszkadza, to fakt, że w niektórych miejscach jest błoto (nawet w sytuacji, gdy przez dłuższy okres czasu nie padało, więc nie chcę myśleć co jest tam po opadach). Około kilometr przed dojściem na Jaworzyny Ochotnickie, szlak zaczyna robić się stromszy i można się nieco zmęczyć. Na Jaworzynach Ochotnickich, w końcu wychodzimy z lasu i możemy zachwycić nasze oczy, widokiem na Gorce. W tym miejscu, spotykamy się także z czerwonym szlakiem (GSB), który zaczyna się w Ustroniu i kończy w Wołosatym. My będziemy się go trzymać tylko podczas ostatniego podejścia na Lubań oraz następnego dnia, podczas zejścia do Krościenka nad Dunajcem.

Szlak z Kluszkowce – Lubań
Szlak z Kluszkowce – Lubań

Niestety w tym miejscu już wiedzieliśmy, że nie zdążymy na zachód słońca i co gorsza, że to nie jest kwestia, że się spóźniliśmy 30-40min, tylko ledwo 10-15min. No cóż, nauczka na przyszłość, żeby nie robić przerwy na piwko na starcie, tylko iść od razu i trzymać puszkę w ręku. No, ale cóż, było minęło, a teraz czekało nas pożegnanie z żółtym szlakiem i strome podejście na szczyt Lubania.

Kilometr później, z lekką zadyszką, pojawiliśmy się na szczycie Lubania, gdzie znaleźliśmy ,,kibelek” (czytaj krzaki) i poszliśmy do naszej luksusowej miejscówki noclegowej, jaką jest wieża widokowa. Widok jaki zobaczyliśmy, cóż tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy, albo może niech o tym opowiedzą zdjęcia.

Kto powiedział, że po zachodzie słońca nie da się zrobić fajnych zdjęć? Może w tym trochę przeszkadza bujająca się wieża, ale i tak jest fajnie 😀

Noc na wieży.

Jak się okazało, nie tylko my wpadliśmy na chory pomysł spędzenia pięknej nocy na wieży. Był z nami również pewien wędrowiec z Tarnowa. Na nieszczęście zajął on najlepszą miejscówkę na wieży, na szczęście, podzielił się nią z nami.
Zapewne myślicie, że nie ma znaczenia, jaką ma się miejscówkę na wieży, bo przecież i tak się leży na deskach (od których oddziela tylko karimata). Ano właśnie, że ma. Otóż pomimo cudownej pogody, na wieży wiało niemiłosiernie, do tego stopnia, że wieżą bujało we wszystkie możliwe strony. Oznacza to, że aby się komfortowo wyspać, musieliśmy się osłonić od wiatru. No i owszem, wieża jest obudowana z każdej strony, więc spoko, ale za schodami jest jeszcze jedna ścianka, która powodowała to, że po położeniu się, nie było czuć wiatru… nie licząc faktu, że wiatr bujał wieżą.

W międzyczasie, gdy my sobie rozmawialiśmy o wszystkim i niczym oraz spożywaliśmy wykwintną kolacje, zdążyło się ściemnić, a to oznaczało jeszcze lepszy widok, jaki zafundowały nam gwiazdy. Dawno tylu gwiazd i takiego nieba nie widziałem… Być może dlatego, że na wszystkich wypadach w góry, wieczorami siedzę w schronisku… Chociaż w sumie nie koniecznie, bo na Turbaczu dość długo siedziałem na polu (tak jestem z Małopolski, wychodzę na POLE), a jednak tylu gwiazd nie widziałem.
Około 21 stwierdziliśmy, że idziemy do śpiworów i idziemy spać.

Taki oto wspaniały widok, można zobaczyć w nocy z wieży widokowej na Lubaniu.

Wschód słońca i choroba morska.

Co prawda wschód słońca, zapowiadany był na 7:04, my jednak wstaliśmy jakąś godzinkę wcześniej, by podziwiać widoki, jeszcze przed wschodem. Było zimno, wręcz bardzo zimno, określenie, że wiało, jest zbyt delikatnym określeniem jak wiało. Ubrani we wszystko co się da (w moim przypadku: spodnie dresowe, zwykłe spodnie, podkoszulek, koszulka termiczna, ciepły polar PTTK, kurtka, szalik i czapka) marzliśmy niemiłosiernie. Na szczęście marznięcie naszej trójki, podzieliło jeszcze parę osób, które przyszły rano na wieżę.
Jedno było pewne. Ten wschód słońca będzie epicki. Jeszcze nim słońce wstało, widoki były nie do opisania. I zdjęcia też nie oddają tego co nasze oczy widziały.

Kilkadziesiąt minut przed wschodem słońca

No i w końcu jest, kilka minut po 7:00, zza Radziejowej, wyłania się pomarańczowa tarcza, czyli upragniony przeze mnie, od dłuższego czasu, wschód słońca w górach!!! Coś wspaniałego!!! Przez ilość zdjęć, czy to z użyciem normalnego obiektywu, czy teleobiektywu (zbliżenie na Tatry), nawet nie połapałem się kiedy minęło blisko 1,5h… Natomiast głowa miała dość, ciągłe bujanie, było już nudne. Dobrze, że nikt nie był zbyt wrażliwy, bo doszłoby do fenomenu, jakim jest choroba morska w górach.

Czas na powitanie wschodu słońca na Lubaniu.
Dla takich widoków warto spędzić całą noc na wieży widokowej 😀
Poranek na Lubaniu + może mgieł nad jeziorem Czorsztyńskim + dobra widoczność = bajka dla oczu. Aż nie chce się człowiekowi ruszać ze szczytu.

Kierunek: Krościenko nad Dunajcem.

Po cudownym wschodzie słońca, spakowaliśmy swoje manatki i jako ostatni zeszliśmy z wieży, powoli ruszając w kierunku Krościenka. W międzyczasie, korzystając z wiaty, jaka jest pozostałością, po wakacyjnej Bazie Namiotowej, postanowiłem się przebrać, bo na dole, raz że nie wiało, dwa, że słońce coraz bardziej grzało.
Schodząc co chwilę zatrzymywaliśmy się po to by zrobić jesienne zdjęcia, a mi cały czas po głowie chodziła piosenka, którą pewnie każdy zna, a mianowicie ,,Człowiek z liściem na głowie”. Bynajmniej, nie żebym ja, czy żeby Adam miał liścia na głowie, ale jakoś tak pasowała ta piosenka do klimatu.

Jesienny las w Gorcach.

W połowie zejścia czekało nas przecudowne miejsce, jakim jest wiata, w okolicy szczytu Marszałek. Patrząc w kierunku zachodnim mogliśmy podziwiać: z lewej strony Tatry i morze mgieł nad Jeziorem Czorsztyńskim, z prawej: Gorce i Beskid Sądecki, na wprost las, z tyłu las, przy czym, nie jakiś tam zwykły las, to był JESIENNY las.

Beskid Sądecki sfotografowany z Gorców, a konkretnie z zejścia z Lubania.
Na zdjęciu widoczne są dwa szczyty, są to: Jaworzynka i Koziarz (szczyt z wieżą widokową)
Jesień w górach, czyli cudowny obraz dla oczu i dla duszy.
Gorczańska jesień z widokiem na Tatry.

Niedługo później dogonił nas, współlokator, który dzielił z nami miejsce na wieży oraz którego to pozostawiliśmy na szczycie, gdy jadł śniadanie. A ponieważ nam się nie spieszyło, to po krótkiej wymianie zdań, on poszedł przodem, a my spokojnym spacerem, przerywanym zdjęciami, schodziliśmy dalej. Nie minęło 30min, gdy znów się spotkaliśmy, tym razem, na pewnej polanie, z której roztaczał się widok na Tatry, Pieniny i odrobinę Beskidu Sądeckiego, po prostu bajka!! I właśnie w tej bajce posiedzieliśmy blisko 40min.

Taka tam polana na zejściu z Lubania. Mógłbym tutaj siedzieć cały dzień.

Od tego momentu, do Krościenka dzieliło nas już około 40min spacerem, w sumie bez jakiś specjalnych ciekawostek, zresztą zaraz zaczyna się asfalt i pierwsze zabudowania. W tym miejscu ponownie dogonił nas nasz znajomy z Lubania i już w trójkę zeszliśmy do centrum Krościenka. Tam też pożegnaliśmy się z Adamem, któremu udało się od razu złapać busa do Nowego Targu, a 30min później również ja siedziałem w busie do Krakowa, no i tym samym kolejne wyjście w góry zostało zakończone, ale na szczęście 4 dni później pojawiłem się w Beskidzie Sądeckim, ale o tym innym razem.

Idźże w góry!!!

Ogólnie to wybór jak trasy jest dość spory, ja tutaj przytoczę tą trasę jaką ja zrobiłem:
Dojazd:

Kraków – Nowy Targ – autokary jeżdżą praktycznie co chwilę z MDA
Nowy Targ – Kluszkowce (warto poprosić kierowcę, że potrzebujecie się dostać na szlak na Lubań) – No tutaj już małe busy, nieco rzadziej. Rozkład jazdy pod tym linkiem  http://czorsztyn.pl/strefa-turysty/informator/rozklady-jazdy-busow

Szlaki:

ŻółtyKluszkowce – Jaworzyny Ochotnickie – szlak łatwy, jednak po deszczu może być sporo błota
CzerwonyJaworzyny Ochotnickie – Lubań – Odcinek bardzo łatwy, poza ostatnim podejściem, które jest po luźnych kamieniach
Czerwony – Lubań – Krościenko nad Dunajcem – Zejście czysta przyjemność, w deszczu dość mocno błotnisty, ostatnie 20min prowadzi niestety asfaltem.

Powrót:
Krościenko nad Dunajcem – Kraków – linia obsługiwana przez dwie firmy, DidiTrans oraz A.Langowski (szczególnie polecam, bardzo komfortowy bus)

Do zobaczenia na szlaku!!!

Świat widziany oczami Krzysztofa Staszkiewicza

%d blogerów lubi to: