Z Korbielowa na Pilsko (Winter Edition)

Pilsko, drugi najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego. Beskidu, który niezależnie od pory roku ma swój urok, trochę inny w lecie, trochę inny w zimie. Zapraszam do przeczytania artykułu o zimowym wyjściu na Pilsko.

Nie minęły jeszcze dwa tygodnie od sylwestra na Lubogoszczy, gdy moja cierpliwość do siedzenia w Krakowie podczas pseudozimy skończyła się. Szybki kontakt z paroma znajomymi i plan na zimowy, jednodniowy wypad w góry został ustalony. Tym razem postanowiliśmy przejść się Pilsko, na którym to jeszcze mnie nigdy nie było i z którego to roztaczają się wspaniałe widoki, jeżeli tylko pogoda na to pozwala, nam miała pozwolić… ale koniec końców nie pozwoliła.

Ruszamy

Korzystając z dobroci komunikacji publicznej, zwanej dalej busem, ruszyłem z Emilem do Korbielowa. Po drodze, w Żywcu dosiadł się do nas trzeci uczestnik wyjazdu, czyli Robert. Dwie i pół godziny po wyjeździe z Krakowa byliśmy już w Korbielowie, w którym szybko przekąsiliśmy drugie śniadanie i spokojnym krokiem ruszyliśmy zielonym szlakiem pod górę. Już na starcie pogoda zapowiadała się bajecznie, lekki mróz, koło -8st i całkowicie bezchmurne niebo… no może Babia Góra była nieco okryta chmurami, ale cóż, to typowe dla tej góry (aczkolwiek nieco inne słowa mi się cisną na jej temat)

Babka Cię obserwuje

Początkowo szlak prowadził nas asfaltem do parkingu przy wyciągu narciarskim. Następnie szlak odbił w prawo i zaczęło się podejście, które w kilku miejscach przecinało stok narciarski, na którym narciarzy było tylko kilku. Związane to było z tym, że poprzednie dni były stosunkowo ciepłe i śniegu było jak na lekarstwo. Minusem z kolei był fakt, że trzeba było podchodzić po sztucznie nasypanym (i sypanym dalej, zresztą trudno się dziwić) śniegu, a uwierzcie po tym się bardzo słabo podchodzi pod górę.
Powoli zdobywając wysokość zaczynały pojawiać się pierwsze oznaki zimy, takie jak parumilimetrowa warstwa śniegu, czy oszronione drzewa. Tymczasem u mnie pojawiło się dziwne wrażenie, jakby ktoś mnie śledził. Podczas kolejnej przerwy potwierdziło się moje przeczucie, tuż za naszymi plecami nieśmiało zaczęła odsłaniać się, całkiem ośnieżona Babia Góra. Wspaniały widok.

Babia Góra sfotografowana z podejścia na Pilsko.

Niedługo później pojawiło się spore utrudnienie na szlaku, jakim był lód, czysty, stuprocentowy lód, który spowolnił nasze podejście, ale na szczęście nie na długo, bo oto skończyliśmy pierwsze podejście, podejście na Czarny Groń. W tym miejscu dołączył do nas żółty szlak, którego to trzymaliśmy się aż do Góry Pięciu Kopców.
Po dosyć konkretnym podejściu, z radością wypiliśmy rozgrzewającą herbatkę z prądem, po to by później spacerowym tempem udać się na Hale Miziową. Tymczasem zima… robiła coraz ciekawsze widoki, natomiast widok na Hali Karnienieckiej był tak epicki, że ciężko go zapomnieć.
Niedługo po tym weszliśmy do schroniska na Hali Miziowej, najwyżej położonego schroniska górskiego w polskich Beskidach.

WOŚP, Msza i ,,atak szczytowy”

W schronisku czekała na nas dłuższa przerwa co było spowodowane faktem, że co niedzielę, o 12:00, w schronisku odprawiana jest przez Dominikanów msza święta. Nie muszę chyba długo tłumaczyć, że klimat takiej górskiej mszy świętej jest zupełnie inny niż w kościele. Po zakończeniu mszy zjedliśmy sobie ,,obiad”, wrzuciliśmy do puszki na WOŚP… Tak to właśnie wtedy odbywał się finał WOŚP, a schronisko na Hali Miziowej było w tym roku zaangażowane w zbiórkę, gigantyczny plus mają za to u mnie.
Koło 13:20 wyszliśmy ze schroniska i… dupa! Jak to bywa czasami w Beskidzie Żywieckim, a w zasadzie nie tylko tam, bo i na każdym tzw wybitnym szczycie, pogoda może zepsuć się w każdej chwili. No i tak też było tym razem, znad Diablaka piekielnego nadeszły chmury, stosunkowo niskie chmury, które całkowicie zepsuły ,,alpejskie” klimaty. No ale cóż przecież takie chmury nas nie przepędzą.
Powoli ruszyliśmy pod górę, wzdłuż stoku narciarskiego. Tutaj już było więcej narciarzy, bo i warunki cudowne, tak więc trzeba było nieco bardziej uważać, a zwłaszcza podczas przecinania stoku, gdy szczególną uwagę trzeba było zwracać nie tylko na to, czy właśnie nie wchodzi się tuż przed narciarza, oraz na to, by samemu się nie wywrócić i nie zjechać w kierunku Hali.
Godzinę później byliśmy na Górze Pięciu Kopców. Ciekawostka, przez ten grzbiet przebiega Wielki Europejski Dział Wodny, który oddziela zlewnie Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego. Jest to drugi najwyższy punkt w polskich Beskidach… Tak punkt, bo sam szczyt Pilska jest jakieś 15min dalej, na Słowacji.
Niestety pogoda coraz bardziej się psuła, widoczność była coraz gorsza, było widać tylko Babią Górę i absolutnie nic poza nią… Trochę szkoda, aczkolwiek moją uwagę przykuła kosodrzewina, a konkretnie to co nawyczyniał z nią wiatr, śnieg i mróz, a to chyba zdjęcia oddadzą najlepiej.
Parę minut później stanęliśmy na szczycie Pilska… Eh te wspaniałe widoki na chmury ❤

Widok z Pilska. W tle Babia Góra.
Pilsko i idealny przykład jak szybko pogoda w górach potrafi się zepsuć (w stosunku do poprzedniego zdjęcia)

 

Zjazd na tyłku na Halę Miziową

Na szczycie nie pobyliśmy zbyt długo, nie mieliśmy też takiej potrzeby, bo po pierwsze dosyć zimno było, po drugie no widoków to to zero, a ciepłe schronisko kilkanaście minut poniżej.
Podczas zejścia na dół postanowiłem w końcu skorzystać z raczków, które zdecydowanie pomogły na wyślizganym szlaku z tym, że…. Po dojściu do górnej stacji wyciągu, postanowiłem siąść na czterech literach i zjechać na dół, minimalizując przy tym ewentualne ryzyko kontuzji, no i co najważniejsze odciążając kolana, no bo skoro jest taka możliwość to czemu nie? Z tym, że nie pomyślałem (jak to zwykle ja), że na tak twardym śniegu, jedynym skutecznym narzędziem hamowania jest… czekan, którego oczywiście nie mam, nawet nie mam go w domu. Zważając na powyższy fakt, że jedyne czym mogłem hamować to sobą, a to narzędzie jest dosyć słabe, toteż stok narciarski przeciąłem w dosyć szybkim tempie, jednocześnie krzycząc niecenzuralne słowo na ,,k”, tak by zwrócić uwagę narciarzy, by jednak może poczekali aż przeskoczę stok (tak po drodze miałem hopkę). Ostatecznie udało się wyhamować parę metrów od stoku i od tego momentu postanowiłem kulturalnie zejść spacerem do schroniska. Ale w sumie pomimo pewnego ryzyka bardzo pozytywnie wspominam ten odpał.

Młody narciarz zjeżdżający z Pilska na Halę Miziową.

Góry moje kochane góry

Po zejściu do schroniska zjedliśmy  ,,drugi obiad”, a następnie ruszyliśmy na dół do Korbielowa, schodząc tym samym szlakiem co wcześnie wychodziliśmy.
Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie ułatwił sobie tego zejścia, toteż po zejściu na ośnieżony stok narciarski, postanowiłem…. A jakże siąść na czterech literach, dać czołówkę na tył głowy (tak by narciarze widzieli) i jazda na dół 😀 Przygoda, przygoda każdej chwili szkoda… bum w drzewo 😀 Nie no żartuje, tym razem oszczędziłem życia drzewom (w komentarzach poproszę pozytywne głosy od ekologów), tyle, że… pojechałem z Robertem nie tym stokiem co trzeba, przez co zgubiliśmy Emila.
Na szczęście XXIw. Przewidział takie zdarzenia i po rozmowie telefonicznej postanowiliśmy poczekać na siebie przy przystanku busów.
I tym samym przesympatyczny wypad w zimowy Beskid Żywiecki dobiegł końca.

Zrób to sam!

Dojazd do Korbielowa – przez Korbielów przebiega DW945. Jest kilka miejsc wyjść na Pilsko. Pierwsze jest przy Zajeździe Smerek w Korbielowie (stamtąd żółty szlak na szczyt). Drugie wyjście jest przy kompleksie stoków narciarskich w Korbielowie (poniżej sposób dojścia). Trzeci to granica polsko-słowacka na przełęczy Glinne i mordercze podejście niebieskim szlakiem, generalnie nie polecam.
Busy z Krakowa jeżdżą co około dwie godziny, obsługiwane są przez przewoźnika: Chrustek Travel. Pierwszy bus z Krakowa odjeżdża o 7:15 i w Korbielowie jest o 9:51. Ostatni bus z Korbielowa odjeżdża o 17:05 i w Krakowie jest o 19:45.

Szlaki (według naszego przejścia)
Zielony Szlak: Korbielów, Kamienna – Czarny Groń
Żółty Szlak: Czarny Groń – Hala Miziowa – Góra Pięciu Kopców
Zielony Szlak (Słowacja): Góra Pięciu Kopców – Pilsko
Powrót tym samym szlakiem.

A teraz dzięki za przeczytanie artykułu, mam nadzieję, że Ci się podobał, jeżeli masz jakieś uwagi, pytania, czy cokolwiek to zapraszam do komentowania, możesz też napisać mi na Fb.

Widzimy się na szlaku!

PS. A jeśli Ci się bardzo podobało to nic nie stoi na przeszkodzie, byś dał 5 gwiazdek 😉

Świat widziany oczami Krzysztofa Staszkiewicza

%d blogerów lubi to: